Pamir Highway (III): 4655 metrów w drodze do Murgab

26 września 2015  By nakreceni.in 
7


W drodze znad jeziora Karakul do kolejnej wioski, a na warunki pamirskie to do miasteczka, pierwszego w Pamirze od strony Kirgistanu, czekała na nas najwyższa przełęcz (4655 metrów!!) na całej trasie. Na trasie, czyli?

Którą drogą przez Pamir?

Przez Pamir prowadzą trzy drogi, a raczej dwie plus odnoga. Żadna z nich nie przypomina autostrady, co może sugerować nazwa Pamir Highway odnosząca się do trasy m41 łączącej stolice Kirgistanu i Tadżykistanu, czyli Biszkek z Duszanbe. To właśnie m41 jest na całej długości najlepiej przygotowana, jeszcze przez Sowietów. Odnoga, którą można urozmaicić podróż przez Pamir schodzi nad rzekę Panj stanowiącą jednocześnie granicę z Afganistanem. W tym roku zarówno turyści, jak i kierowcy ciężarówek najczęściej wiozący towar z Chin, nie mieli wyboru: w wyniku potężnego osuwiska wywołanego lawiną błotną musieli odbijać z głównej drogi w dolinę z widokiem na góry w Afganistanie. Kilkaset metrów drogi m41 przepadło i tak zwana Wakhan Valley (nazwa nieco nieprecyzyjna geograficznie, do czego wrócimy we wpisie z tego rejonu) została jedyną alternatywą. Jest jeszcze wprawdzie trzecia droga przez Pamir, najkrótsza, ale i najcięższa: doliną Bartang. To już wyzwanie dla tych, którym nie wystarczy zmierzenie się z wysokościami. Podążając tamtą ścieżką omija się wprawdzie urokliwe miasteczko Khorog, ale też i cały ruch samochodowo-turystyczny, a w zamian trafia się do wiosek zagubionych w drodze do cywilizacji. Odbicie na ten szlak następuje właśnie kawałek za wioską Karakul i podąża nią naprawdę garstka sakwiarzy. Ze znanych polskich blogerów podróżniczych przemierzyli ją LosWiaheros (a któż by inny :)?). My wyznaczyliśmy sobie trasę wzdłuż m41 i przez dolinę Wachany. Czyli poszliśmy za tłumem, choć trzeba przyznać, że rowerzystów spotkaliśmy przez dwa tygodnie przeprawy przez góry naprawdę niewielu.

Murghab-5381 8

Anię goni burza piaskowa

Pamir Highway rowerem-5255 15 Pamir Highway rowerem-5224 10

Ak Baital – niezbyt bolesne 4655 metrów npm

Po Himalajach nie podchodziliśmy do wysokości z obawą. Może chwilę poboli głowa, na pewno skróci nam się oddech, ale to nas nie powstrzyma. Tak było, bo dopiero zjeżdżając niżej czuliśmy, że nasz organizm ma lepszą wydolność niż prezentował w górach i że trzydziestometrowy podjazd wcale nie musi kończyć się zadyszką. Niemniej jednak drogi na przełęcz Ak Baital pewnie byśmy nie zapamiętali, gdyby nie to, że od strony Karakul długi odcinek jeszcze przed podjazdem i całe wspinanie odbywa się po niewybetonowanej drodze. Spotkaliśmy na tym odcinku Niemca, oprócz podejścia do podróżowania i delikatnych kpin ze skrajnych niskobudżetowców ujął nas też precyzyjnym opisem naszej dalszej trasy. Naprawdę, zapamiętał każdą dziurę w drodze, stan jej nawierzchni i co do metra umiał określić kolejne strumyki. W jego wypadku trzymanie głowy w chmurach oznaczało chmurę danych synchronizowaną stale z GPS.

Przełęcz nie odsłoniła przed nami zniewalających widoków, na pewno zdecydowanie lepsze mieliśmy już za sobą zarówno przed Karakul jak i na dużo niższych wysokościach jeszcze w Kirgistanie. Wdrapanie się na tę wysokość z pełnym obciążeniem to jednak osiągnięcie i przeżycie, żałowaliśmy, że to koniec, bo była w nas moc, by zdobyć jeszcze więcej. A dalej to już z górki? Tak, aż do Murgab, kilkadziesiąt kilometrów delikatnego zjazdu, czysta przyjemność i relaks pośród cztero i pięciotysięczników wyglądających na tych wysokościach jak pagórki w świętokrzyskim. Za Murgab czekały na nas kolejne przełęcze, męczące podjazdy i długie odcinki drogi, na którą żaden pojazd, a na pewno nie rower, się nie nadawał. Ak Baital miał nam jedynie dostarczyć powodów do dumy, ale nie stanowił końca poważnych rowerowych wyzwań w Pamirze. Jakby sama wspinaczka nie była dość wymagająca, a nasze opony zbyt wąskie, to jeszcze tuż przed wjazdem w góry zaczęła szwankować tylna kaseta w Ani rowerze przeskakując na najniższym biegu i zrzucając z niego łańcuch na dwójkę. Pomimo naszego wielkiego doświadczenia w naprawianiu rowerów, które można liczyć w minutach obejrzanych na youtubie filmików, nie daliśmy rady temu sami zaradzić. Podejrzane było, że po zamianie na rowery, pod Rafałem łańcuch przeskakiwał znacznie rzadziej i pomimo drobnej niedogodności dało się zdobywać kolejne wzniesienia. Stąd też na wielu zdjęciach można zobaczyć torbę na kierownicę-pszczółkę nie u tej osoby co być powinna, teraz jak już to wam wyjaśniliśmy kamień spadł Rafałowi z serca. W ten sposób przejechaliśmy cały Pamir na rozregulowanej tylnej przerzutce, którą ostatecznie udało się trzema pociągnięciami śrubokręta naprawić miesiąc później.

Murghab-5326 2 Murghab-5331 4 Murghab-5347 6 Murghab-5301 3 Murghab-5303 1

Murgab – ładowanie baterii

Gdybyśmy trafili do Murgabu po kilkunastu godzinach drogi z Osz, gniotąc się na tylnym siedzeniu jeepa jako turyści plecakowi, to być może wylalibyśmy na tę górską mieścinę wiadro pomyj. Księżycowe widoki, zdecydowanie z jego ciemnej strony, brak klimatu, totalna brzydota klockowatych domów i depresyjny wiatr, to Murgab w największym skrócie. Ratuje go jedynie nieźle zaopatrzony bazar, pensjonat PAMIR i sklep, w którym sprzedają zimne (ale i drogie) piwo. Na szczęście, docierając tam na rowerze po drodze nasz pasek zachwytów wypełnił się do samego końca i fakt, że tadżyckie osady nie wyszły ludziom równie pięknie jak naturze tamtejsze góry, nie mógł nam popsuć tego dnia nastroju. A nawet postanowiliśmy zostać w Murgabie dzień dłużej, aby podładować baterie- życiowe i w laptopie.

W naszym wpisie pora na quiz. Żeby zmusić organizm do pracy w dniach odpoczynku podczas naszej rowerowej wyprawy:
a) robiliśmy brzuszki i przysiady
b) dużo piliśmy, paliliśmy i testowaliśmy substancje psychoaktywne
?

I może tylko mała podpowiedź z naszej strony: #Witkacy

Murgab-5402 9

Przemysłowa część Murgabu

Murghab-5262 11

Realia życia ludzi w Pamirze

W Murgabie ponownie spotkaliśmy Włochów z przełęczy przed Sary Tasz. Wydawało nam się dziwne, że byliśmy w stanie ich dogonić. Czuliśmy supermoce, ale to była przesada. Stało im się COŚ. Ich historia opowiedziała nam znacznie więcej o realiach życia w wysoko położonych wioskach Pamiru, niż mogliśmy sami zaobserwować. Włosi zajechali do Murgabu kilka dni wcześniej tylko po benzynę, dalej chcieli odbić na bezdroża, zaliczyć górski offroad. W Murgabie tamtego dnia paliwa już nie było, musieli więc przeczekać dzień na dostawę benzyny. Wycieczka w nieznane nie poszła im najlepiej, bowiem w drodze powrotnej jeden z chłopaków wywrócił się na kamieniach w korycie wyschniętej rzeki i siedząca za nim żona została przygnieciona motorem. Wyglądało na to, że roztrzaskała sobie nogę i potrzebna będzie jej pomoc. Grupa rozdzieliła się w poszukiwaniu ekipy medycznej i szybko natrafiła na lokalnego kierowcę, który pokierował ich do szpitala w Murgabie. Włochom bardzo zależało, żeby udzielić dziewczynie pomocy na miejscu- nie chcieli ryzykować dalszego przewozu poszkodowanej motorem, a dodatkowo woleli zabezpieczyć się na wypadek podejrzliwości ubezpieczyciela. Niestety, okazało się, że szpital wprawdzie ma na stanie ruskiego vana robiącego za karetkę, ale bak samochodu wysechł jak pamirskie rzeki tego lata. Włosi podzielili się paliwem z lekarzami i sprowadzili dziewczynę do szpitala, tyle że na miejscu lekarze ponownie jedynie bezradnie rozłożyli ręce: wprawdzie mają starą radziecką maszynę rentgenowską i być może nawet pamiętają jak jej użyć, ale w szpitalu nie ma prądu, podobnie zresztą jak w całym Murgabie, niby powinny być jakieś dostawy energii, ale w praktyce kto nie ma generatora ten może bez obaw wkładać nawet język w kontakt. Zaradni Włosi zorganizowali generator i zdobyli ropę, by go uruchomić. Można było przystąpić do wykonania zdjęcia rentgenowskiego.

Starszy już mocno lekarz, niezwykle uprzejmy i przejęty losem pacjentki pomimo najlepszych chęci nie był w stanie ze zdjęcia nic odczytać, zbyt ciemne by stwierdzić coś więcej, niż że nie doszło do złamania z przemieszczeniem. Uznał, że kości są całe, a uszkodzone zostały więzadła. Na szczęście na to jest doskonałe lekarstwo, które spokojnie można aplikować w domu. Kolano należy polewać wódką, ALE WYŁĄCZNIE KIRGIJSKĄ! Kirgijska jest najlepsza, rozgrzeje kontuzjowane miejsce i przyspieszy ustąpienie obrzęku. Z tą wspaniałą diagnozą odesłali Włochów do hotelu Pamir, gdzie przez kolejny tydzień przyszło im płacić 45$ za lux pokój z łazienką, żeby maksymalnie ułatwić życie dziewczynie. To na co czekali to decyzja ubezpieczyciela o ewakuacji Włoszki do kraju. Załatwianie wszystkich formalności utrudniały niedziałające faksy, beznadziejne wolne łącze i potrzeba konsultacji z lekarzem w Murgabie, który mógł uznać, że terapia kirgijską wódką zdziała cuda i pechowa turystka nie kwalifikuje się na szybki powrót do kraju. Ubezpieczyciel się spisał i zorganizował transport Włoszki najpierw do Osz, a następnie do domu. Pozazdrościć profesjonalizmu! Czy to z dobrym ubezpieczeniem, czy bez, Pamir nie jest bezpiecznym miejscem na robienie sobie krzywdy i zdecydowanie rozsądniej poważniejsze choroby lub ataki serca zostawić sobie na inny region, a nawet inny kraj.

Pamir Highway rowerem-5186 14 Pamir Highway rowerem-5120 16 Pamir Highway rowerem-5250 14 Pamir Highway rowerem-5257 16Pamir Highway rowerem-5229 2 Pamir Highway rowerem-5231 1




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • BylismyTam.pl

    właśnie się tam wybieramy z ekipą, opowiemy po powrocie

  • O matko! Jakkolwiek uważam, że wódka jest dobra na wiele dolegliwości, to raczej uszkodzonych więzadeł bym nią nie leczyła. To na pewno był lekarz? Bo porada taka jakaś szamańska… A odnośnie quizu – moja odpowiedź to B. Co wygrałam? :D

  • Jesteście tacy inspirujący w tym, co robicie! Tak czytam i czytam i też bym chciała, jak wy, podróżować, czuć się wolna i poznawać nowe miejsca i ludzi. To musi być szalenie fascynujące.
    Niestety na razie brak mi odwagi, żeby wszystko rzucić.

  • Fantastyczny artykuł i jeszcze lepsze zdjęcia. Podziwiam waszą wytrwałość! Zaczęłam wierzyć, że dobrze wydaliśmy grube pieniądze na ubezpiecznie, bo przecież nigdy nie wiadomo…

    • Bardzo nam miło! A w kwestii ubezpieczenia mamy takie samo zdanie, ale życzymy żeby nie było potrzebne :)

  • Widzę, że miejscówka zaraz przed przełęczą jest dość popularna :D Nam akurat sypnęło śniegiem w tym samym czasie…

    • A pamiętaliśmy nawet z Twojej relacji to miejsce i też dlatego zostaliśmy :)



Czytaj więcej
Pamir Highway (II): Sary Tasz - Karakul Tadżycki punkt kontrolny znajduje się już za przełęczą i przez większość dnia szykował nam się zjazd kilkaset metrów w dół z 4200 metrów nad ogromne jezioro Karakul. Na tych wysokościach powietrze się tak rozrzedza, że kolory dostają...