Czwartego dnia Rafał obudził Anię słowami „wstawaj, już dziś wysiadamy, trzeba się pakować!„. Rzeczywiście, w kolei patrzenie na czas zmienia się całkowicie. Pozostałe 12 godzin traktujemy jak ostatnie minuty na trasie Warszawa-Kraków.
Mimo monotonii krajobrazu za oknem i bitych 80 godzin w rytmie stukotu po torach, podróż z Moskwy do Irkucka zleciała nam bardzo szybko i przyjemnie. Miejscówki są wygodne zarówno do siedzenia jak i do leżenia, a my już nie pamiętamy kiedy mogliśmy spokojnie delektować się czytaniem ponad 700 stronicowej lektury. Tak, tak, Ania jeszcze na Okęciu zarządziła, że kupujemy jakieś dwa bestsellery dla zabicia kilku godzin w transsibie. Przebolejemy dodatkowy kilogram, a książki oddamy w pierwszym hostelu, do którego trafimy. Może komuś się jeszcze przydadzą!
Godziny przetaczania się przez wielką na pół świata Rosję większość podróżnych spędza na przemian na spaniu i jedzeniu, a tylko czasami urozmaica go rozwiązywaniem krzyżówek. My akurat żadnych nie mieliśmy, więc mogliśmy nie tylko czytać, ale też nadrobić zaległości blogowe. Już wiemy, że większym wyzwaniem w podróży będzie nie jak znaleźć czas na pisanie, tylko gdzie na odludziu znaleźć wi-fi lub kupić kartę do telefonu, od czego się akurat póki co wzbraniamy (życie unplugged jest fascynująco inne). W przedziale jest jeden kontakt, o który Rosjanie wyposażeni w laptopy, tablety i Iphony 5 toczą niemałą walkę. Nawet się nie spodziewaliśmy, że zabrany przez Anię rozgałęziacz przyda się tak szybko. Dzięki niemu to my mogliśmy obdarzać łaską innych proponując podzielenie się cennym prądem, a laptop służył nam przez całą drogę.
Poza tym czas odmierza się kolejnymi postojami. Codziennie jest kilka dłuższych, trwających od 20 do 50 minut. Mimo że krajobraz za oknem jest dośc jednostajnie swojski, to zmienia się dworcowa sceneria, uzależniona prawdopodobnie od wielkości miasta, sytuacji ich mieszkańców i lokalnych biznesów. I tak na jednej stacji wysiadający atakowani są przez sprzedawców szklanych kieliszków i porcelanowych misiów, a nawet ich nieprzeciętna brzydota nie przeszkadza podróżnym zapełnić nimi przedziału. Dalej dominują wyroby czekoladopodobne, by na następnej oferować, cieszące się największym zainteresowaniem, futrzane czapy i kamizelki. Poza tym prawie na każdej stacji można kupić coś do jedzenia lub przekąszenia. My na szczęście zaopatrzeni jeszcze w chińskie zupki z Polski, nie musieliśmy nadmiernie z tej opcji korzystać, co jest o tyle ważne, że najczęściej tanio nie jest. Też nie wyobrażajcie sobie, że stoi babina na stacji i ma świeżutkie pierożki prosto z pieca roztaczające zapach niczym grillowane oscypki pod skocznią. Wtedy też byśmy się skusili!
Zerkamy na zegar. Jeszcze godzina. Zerkamy ponownie, wciąż godzina. Czy wszystko mamy spakowane?! Jesteśmy gotowi do wyjścia w środku nocy na peron w Irkucku? To już TYLKO godzina!














