Okunoshima – wyspa królików doświadczalnych

6 czerwca 2015  By nakreceni.in 
1


Starsza Japonka w okienku kasy biletowej chciała nam szybko sprzedać bilety na niemal już odpływająca łódź w kierunku Okunoshimy, wspomogła się więc gestem, by szybciej się z nami porozumieć i upewnić co do naszego kierunku. Wyprostowała po dwa palce u obu rąk, przyłożyła sobie do głowy i zamachała nimi udając królicze uszy:
– RAA-BIT?
– Raa-Ra-u-la-la – zanuciliśmy i wsiedliśmy na pokład łódki która w zaledwie kilka minut dowozi turystów na Okunoshimę. A tam od razu czeka busik, by odstawić ich pod jedyny hotel na wyspie.

Mroczne czasy dla królików i rekompensata po latach

Okunoshima sprawia wrażenie oazy spokoju i cudownej symbiozy turystów z zamieszkującycmi wyspę króliczymi sforami, ale nie zawsze wyglądało to równie wesoło dla futrzaków. Dziś dokarmiane, fotografowane i- jeśli tylko się na to godzą- zagłaskiwane, podczas drugiej wojny światowej brały na siebie skutki japońskich eksperymentów z bronią chemiczną. Okunoshima nie pojawiała się na mapach, bo skrywała strategiczny wojskowy cel, fabrykę środków trujących używanych w wojnie z Chinami. Ruiny fabryki są dziś ogólnodostępne, a ziemia ponoć wciąż skażona, co mogłoby przeszkadzać wielu stworzeniom, ale akurat nie wyjątkowo odpornym królikom. To nie tak, że wypuszczono je z laboratorium po wojnie i opanowały wyspę. Tamte spotkał równie marny los co japońskich przywódców z czasów wojny. Dopiero po latach ktoś postanowił zadośćuczynić króliczym przodkom i sprowadził futrzaki z powrotem na wyspę, tym razem już jako wolne jednostki, a że króliki rozmnażają się jak… króliki to nie trudno zrozumieć skąd takie ich ilości na Okunoshimie. I pewnie gdyby przeprowadzić wśród nich sondaż jakości życia, to byłyby to najszczęśliwsze króliki pod słońcem. Wyspa jest niewielka i poza ruinami fabryki oferuje spacerowiczom możliwość wspięcia się na wzgórze, na szczycie którego króliki czeka wyżerkowy raj- wielka miska wypełniona po brzegi karmą, tą samą, którą przywieźliśmy ze sobą z drugiego brzegu, by móc mieć odrobinę uwagi futrzaków tylko dla siebie. Nie dziwne, że tak chętnie zaczepiały nas po drodze i błagalnymi spojrzeniami zachęcały do częstowania ich smakołykiem, skoro w ten sposób mogły uciec od joggingu po stromym zboczu za strawą. Przyjemność była obopólna, bo nas podgryzające palce i zachowujące lekką rezerwę, ale wciąż odważnie zachodzące drogę hordy królików zajęły tak bardzo, że daliśmy zaskoczyć się szybko nasilającym się opadom. Trzeba było pożegnać zwierzaki i szukać schronienia.

QG8A0361 (Kopiowanie) QG8A0353 (Kopiowanie) QG8A0371 (Kopiowanie) QG8A0384 (Kopiowanie)QG8A0414 (Kopiowanie)QG8A0405 (Kopiowanie) QG8A0433 (Kopiowanie)QG8A0393 (Kopiowanie)

Na wyspie oprócz drogiego ośrodka znajduje się też kemping więc posiadacze namiotów mogą spędzić z królikami noc w akceptowalnej cenie. Za możliwość rozbicia namiotu na ładnie przygotowanym polu z podstawowymi udogodnieniami zapłacicie 1830 yenów (ok. 60 zł za dwie osoby). Sądząc po sposobie wyliczania tej kwoty, może ona się wahać sezonowo. Wyspa jest położona około dwóch godzin drogi od Hiroszimy, więc w grę wchodzi także całodniowy wypad z miasta po bombie.

Shimanami Kaido – rowerowe island hopping

Ze szczytu na Okunoshimie rozciąga się widok na okoliczne wyspy, połączone długimi i efektownymi mostami. Japończycy na szczęście wysilili się, by wykorzystać tę malowniczą trasę do celów turystycznych i to do turystyki aktywnej. Wszystko rozpoczyna się w Onomichi. Sama miejscowość przyjemnie położona, pomiędzy wodą, a zielonymi wzgórzami zachęca do spacerów i odkrywania niedużych poukrywanych chramów, ale to nie dla nich trafia tu większość turystów. Onomichi stanowi bowie stację początkową szlaku rowerowego Shimanami Kaido prowadzącego na wyspę Shikoku. W Onomichi zlokalizowano dla tego celu sprawnie zarządzaną (jak bodaj wszystko w Japonii) miejską wypożyczalnię jednośladów. Rowery są w dobrym stanie, nadają się na wielokilometrową trasę, a do tego są naprawdę tanie. Sam wynajem to jedynie 500 jenów, a kaucja w wysokości 1000 jenów głównie służy zachęcie do odstawiania rowerów na stację macierzystą. Zostawienie ich na jednej z wielu stacji po drodze lub na końcu trasy pozbawia kaucji, co wciąż jest bardzo korzystną ofertą. W Japonii w prywatnej wypożyczalni zdarzyło nam się zostawiać nawet 5000 jenów kaucji za rower (jakieś 160 zł).

Trasa przez wszystkie wyspy i mosty (najdłuższy mierzy 6,5km z czego 4km to sama część zawieszona nad oceanem) to ponad 70 kilometrów, ale świetnie oznaczonych ścieżek jest tam tyle, że można albo znacznie wydłużyć sobie podróż, albo- tak jak my- zdecydować się zrobić jej część i okrążając którąś z wysp wrócić z powrotem do promu zabierającego ludzi z powrotem do Onomichi. Nasza 75 kilometrowa pętla w pełnym słońcu uspokoiła nas, że po tokijskiej rozpuście wciąż nadajemy się do wysiłku fizycznego. Niestety, okazało się także, że pomimo nie schodzącej opalenizny jeszcze z czasów filipińsko-indonezyjsko-australijskich nie staliśmy się odporni na działanie promieni słonecznych. Zachmurzenie i opady z odwiedzanej dzień wcześniej wyspy królików uśpiły naszą czujność i przez kilka kolejnych dni mogliśmy widzieć te wielkie mangowe oczy Japończyków na widok naszych spalonych twarzy i rąk. A Japończycy bardzo cenią sobie białą skórę i chronią ją okryciami lub grubo nakładanymi warstwami olejków przeciwsłonecznych. Mogliby się wreszcie ci barbarzyńcy z Europy nauczyć, że wściekły róż wygląda dobrze na włosach, a nie na skórze.

QG8A0563 (Kopiowanie) QG8A0502 (Kopiowanie) QG8A0447 (Kopiowanie) QG8A0456 (Kopiowanie)

QG8A0508 (Kopiowanie) QG8A0474 (Kopiowanie) QG8A0532 (Kopiowanie) QG8A0586 (Kopiowanie) QG8A0537 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







  • JAM

    Widać z opisu i ze zdjęć, że to faktycznie raj dla rowerzystów. Może się kiedyś wybierzemy? ;)



Czytaj więcej
Fotoopowieści z Tokio W Tokio wystarczy oddalić się od głównych węzłów komunikacyjnych by odpocząć od mrowiska ludzi. Nam szczególnie odpowiadały labirynty wąskich uliczek wzdłuż niskich zabudowań Nakano i przestrzenie, po których hulał wiatr na wyspie Odaiba.