
Metropolię Wielkiego Tokio zamieszkuje nawet 35 milionów ludzi. Wydaje się prawdopodobne zatem, że wiele ulic wygląda jak ta na zdjęciu, ale to nieprawda. Słynąca z butików i pachnąca goframi Takeshita Street to wyjątkowo tłoczne miejsce, pełne ludzi są też pociągi w godzinach szczytu, ale wystarczy oddalić się od głównych węzłów komunikacyjnych by odpocząć od mrowiska ludzi. Nam szczególnie odpowiadały labirynty wąskich uliczek wzdłuż niskich zabudowań Nakano i przestrzenie, po których hulał wiatr na wyspie Odaiba.

W Tokio nie brakuje też parków, które najłatwiej podzielić na tereny naprawdę zielone i zalane betonem. Zielony jest Yoyogi odwiedzany tłumnie w weekendy przez grajków, przebierańców (cosplayerów) i amatorów drinkowania na trawie. Na zdjęciu bardziej wybetonowany Park Ueno i przyklejony do niego niewielki shintoistyczny chram (jinja).
.

Może nie jest to aż tak Szalone Tokio, ale jeśli gdzieś ruszać poznawać świat japońskich geeków, a geeków anime (otaku) zwłaszcza, to właśnie do dzielnicy Akihabara.

Akihabara oprócz niewinnej fascynacji mangą skrywa jeszcze drugi świat, świat pornografii i pornogadżetów. O ile 7 pięter sex-shopu nie budzi szczególnych kontrowersji, co najwyżej niesmak z uwagi na sposób ekspozycji niektórych produktów, odtwarzane głośno filmy z ostrą pornografią i wszechobecny kicz, o tyle to co skrywają najwyższe piętra mangowych sklepów już może budzić wątpliwości. I nie chodzi nawet o filmy animowane czy komiksy pozostawiające w domyśle wiek bohaterów, ale o filmy fabularne i przedstawione w nich dzieci w dwuznacznych sytuacjach. To co dla nas jest wynaturzeniem, tam nie zawsze nawet chowa się na ostatnie piętro, jak na przykład knajpy z kelnerkami poprzebieranymi za aniołki lub sprzataczki usługujące z oddaniem swoim Państwu albo hostessy, których temat przewinął się podczas naszego pobytu kilkukrotnie, a które w swojej pracy muszą wykazywać znacznie więcej tolerancji uwłaczając własnej godności, niż hostessa pracująca przy prezentacjach w zachodnim świecie. Inne ramy kulturowe.


Kolejne zgeeczenie obyczajów, gra w pachinko, czyli rodzaj pinballa, w którym można wygrać pieniądze, chociaż hazard jest w Japonii zakazany. Obchodzenie prawa to nie tylko polska specjalność, bo w salonach pachinko wygrywa się nagrody rzeczowe, które można w lokalu obok… sprzedać za gotówkę.
|

Asakusa:

W Japonii popularna jest profesja człowieka-konia. I nie chodzi tu wcale o urodę, ale o riksze, w których rozsiadają się mniej lub bardziej jaśniepaństwo i są ciągani siłą mięśni niestrudzonego Japończyka. Tu tradycja wygrywa z postępem i zamiłowaniem do technologii, póki co człowieka nie zastąpiły w rikszach konie mechaniczne.

I kolejny pokaz siły mięśni, tym razem w wykonaniu dzieci. Włócząc się po ulicach natrafiliśmy na matsuri, procesję polegającą na obnoszeniu mikoshi (to taka przenośna świątynia, wersja mini do zabrania w miasto) po dzielnicy. Jak nam wytłumaczył sam organizator, który z własnej woli przedstawił się nam by opowiedzieć o zwyczaju, wierzą, że w mikoshi jest Bóg, którego łaska spłynie na dzielnicę i na te dźwigające Boga dzieci.



Samodzielne dzieci:

– Gdzie są rodzice tych dzieci? – patrzyliśmy pytająco na nieduże grupki dzieci lub nawet pojedyncze sztuki spacerujące z tornistrem chodnikiem lub wsiadające i wysiadające z metra. A to tylko Japonia, jeden z najbezpieczniejszych krajów na świecie i najwyraźniej jeden z krajów stawiających na zaradność wśród najmłodszych. Kilkuletnie dzieciaki same się odprowadzają do i ze szkoły, a pilnuje ich cała ulica, gdziekolwiek się nie znajdą.

I na koniec tokijskich fotoopowieści bardzo praktyczny patent z Japonii, czyli atrapy konkretnych dań widniejące na wystawach restauracji i barów. Są to tak wierne kopie, że na pewno niejeden już chciał po pijaku zjeść jakąś wystawę zanim głodny odnalazł sklep 7eleven.



















