Birma to do niedawna bardzo egzotyczna lokalizacja na listach podróżniczych destynacji. Wojskowa junta oddzielała szczelnym korowodem państwo znad zatoki bengalskiej od popularnych turystycznie krajów ościennych. Następnie częściowo otwarto granice i zaczęło się. Pomimo niedostatków infrastrukturalnych nie brakowało chętnych na zobaczenie jak wyglądała Azja południowo-wschodnia na długo przed tym jak pussy pong opanował umysły wielbicieli Pattai, a z przekrętów na skuterach wodnych cwaniaki uczyniły gruby mafijny biznes. Tamtych podróżnych trzeba by spytać, czy wizyta spełniła ich nadzieje. Minęło kilka lat i opinie zaczęły zmieniać zwrot. Że miejscowi szybko podłapali jak robić pieniądze na turystach i jest drogo, no i że to wszystko nijak się ma do prawdziwej Azji. Ci co liczyli, że będą odkrywać kraj niczym Marco Polo, że nie spotkają żadnego turysty, a lokalni wybałuszą na ich widok oczy, bo po raz pierwszy zobaczą białego człowieka, ci właśnie wracali rozczarowani najmocniej. Nie trzeba zbyt głęboko dociekać dlaczego, wystarczy wspomnieć, że Birma wprawdzie dopuściła ruch turystyczny, ale broń Boże, nie otworzyła dla obcokrajowców całego kraju! Lokalne władze doskonale regulują gdzie i jak można dojechać, a nawet gdzie można spać. Z tego względu, powiedzmy to już teraz, nie jest to raj dla backpackersów!
My postanowiliśmy do Birmy pojechać z pamięcią wyzerowaną jak po spotkaniu z urządzeniem facetów w czerni. Żadnych oczekiwań. Chcieliśmy zwiedzić kraj z otwartą głową, aby późniejsze uczucia nie były wynikiem na przykład rozminięcia się rzeczywistości z wyobrażeniami. Tak się szczęściwie dla nas złożyło, że Birmy nie zwiedzialiśmy sami i robiliśmy to w inny sposób niż podczas dotychczasowej podróży. Na ten etap dołączyli do nas rodzice Ani. Tempo było intensywne ze względu na ograniczony czas pobytu, ale dla nas tak naprawdę był to czas relaksu. Mogliśmy delektować się widokami, zabytkami i atmosferą miejsca zdejmując sobie z barków konieczność planowania i podejmowania wszystkich decyji samemu. Styl podróżowania trochę nam się zmienił, ale nie wpłynęło to na jakość przeżyć, odbiór kraju i jego mieszkanców. Zmniejszyło za to dyskomfort mieszkaniowy. O ile Birma wciąż jest bardzo tanim krajem, to ograniczona baza noclegowa (tak jak wspomnieliśmy, na goszczenie obcokrajowców trzeba mieć pozwolenie, więc łapówka urzędnicza wlicza się do ceny pokoju) powoduje, że koszty są znacznie zawyżone względem standardu. Nie spotkaliśmy innego azjatyckiego kraju gdzie najtańszy dostępny pokój w jakimś mieście to 35$, a jego ocena na booking.com to 3,2. W wielu miejscach za 20$ otrzymuje się pokój bez okien, ale ze szczurami, bo bez szczurów to luksus. Tak. To na pewno wpłynęło na nasz odbiór tego kraju. Bo że ze szczurami czy karaluszkami to jeszcze rozumiemy- bliżej przyrody i prawdziwego życia- ale, żeby od razu za 20$?! Niektórzy spróbowali niskobudżetowej opcji w Birmie i od tego czasu nie całkiem odzyskali psychiczną równowagę!














