HuaShan – porady praktyczne

2 listopada 2014  By nakreceni.in 
1


  • Z Xi’an najlepiej dojechać pociągiem do stacji HuaShan po czym sprzed wejścia wsiąść do publicznego minibusa dowożącego do dużego ronda, blisko kas biletowych. Całość zajmuje około 2 godzin, chyba że wybierz szybki pociąg (znacznie droższy), a wtedy podróż skraca się do pół godziny z hakiem.
  • HuaShan nazywane jest szumnie najtrudniejszym szlakiem świata. Chcemy sprostować o co chodzi i jak to wygląda w praktyce. HuaShan to jedna z pięciu wielkich gór taoizmu. Góra ma pięć szczytów – najwyższy południowy ma 2160 m n.p.m. Najniższy szczyt to szczyt północny (1613 m n.p.p.) Możesz dostać się na niego kolejką górską, bądź jednym z dwóch pieszych szlaków. Z tego szczytu możesz dostać się na pozostałe 4 szczyty. Niebezpieczny odcinek to tylko nieobowiązkowy fragment, za który musisz dodatkowo zapłacić. Obecnie nie prowadzi on do niczego – jest to trasa tam i z powrotem, więc jeśli nie czujesz się na siłach spokojnie możesz z niego zrezygnować (szerszy opis dalej) nie tracąc niczego. Jeśli chodzi o całą pozostałą trasę to uważamy ją za całkiem bezpieczną. Jest wiele bardzo stromych schodów, ale część z nich została obecnie zamknięta i zastąpiona bardziej łagodnymi podejściami.
  • Jeśli chcesz wejść na górę pieszo są dwie możliwości. Pierwsza z nich – płacisz 20 juanów za autobus w jedną stronę, który rusza spod hali biletowej (brama wschodnia) i potem czeka Cię trasa w górę składająca się z samych schodów. Jest to opcja szybsza, ale pewnie też bardziej męcząca dla nóg. Druga piesza trasa zaczyna się w innym miejscu (brama zachodnia) – musisz odejść od kasy biletowej kierując się z znakami i wsiąść w złoty autobus, który dowiezie cię blisko wejścia (my nic za niego zapłaciliśmy). Ta trasa jest bardziej urozmaicona – podejścia, łagodne schody i bardzo strome, praktycznie pionowe schody z łańcuchami.
  • Uważamy, że najciekawszą opcją jest wejście drugą trasą i zejście pierwszą – bliżej kas biletowych (pamiętaj, że będziesz musiał wziąć autobus za 20 juanów, bo nie można dojść pieszo!). Gwarantuje to urozmaicenie trasy, a widoki w obydwu miejscach są cudowne.
  • Jeśli chcesz wejść i zejść tego samego dnia to sugerujemy rozpoczęcie jak najwcześniej, zwłaszcza jeśli chcesz wejść wyżej niż szczyt północny. Oczywiście jeśli zrobi się zbyt późno to zawsze zostaje zjechanie kolejką.
  • Na górze warto przenocować w okolicach szczytu wschodniego ze względu na widok wschodu słońca. Musisz być tylko przygotowany na to, że Chińczycy też chcą go podziwiać i tłumnie się pojawiają na punktach widokowych. Jeśli nie chcesz nocować na górze, a chcesz zobaczyć wschód słońca to wspinaczkę musisz rozpocząć w nocy.
  • Na górze jest sporo opcji noclegowych, ale oczywiście ceny są zawyżone. Za łóżko w wieloosobowych dormie o niskim standardzie zapłacisz więcej niż za ładną dwójkę w mieście. Z tego co słyszeliśmy czasami bywa też bardzo zimno. My się zdecydowaliśmy na przenocowanie na klifie szczytu wschodniego w naszych śpiworkach. Na wszelki wypadek nie pytaliśmy nikogo czy jest to dozwolone, ale wokół było sporo Chińczyków, więc myślimy, że nie robią problemów.
  • Podczas wycieczki z głodu też nie umrzesz. Na trasie pieszej rozpoczynającej się od bramy zachodniej sklepiki, w których możesz kupić wodę, batoniki, redbullla, schładzane zimną wodą ogórki (?!) czy ciepłą zupkę, znajdują się dosłownie co 500 metrów. Ceny są zawyżone, ale akceptowalne. My akurat nie korzystaliśmy, bo wzięliśmy zapas wody i jedzenia. Schodząc za to szlakiem prowadzącym do bramy wschodniej nie widzieliśmy żadnego stoiska. Na trasach na wyższe szczyty też są sklepiki, ale trochę rzadziej. Jest też kilka restauracji, w których można zjeść ciepły posiłek. Potwornie droga jest za to kawa (40 juanów w górę), więc jeśli nie możesz przeżyć dnia bez czarnego napoju proponujemy zabrać termosik:)
  • No i teraz główny punkt programu – „Cliffside Plank Path”ściana śmierci, najtrudniejsza trasa świata – pierwszy wynik w googlach po wpisaniu HuaShan i cel znacznej części wybierających się w to miejsce. Trasa ta znajduje się po drodze na najwyższy, północny szczyt. Nie sposób przegapić ponieważ to tam biegną wszyscy Chińczycy i jest też dobrze oznakowany. Przejście się tym specyficznym „deptakiem” kosztuje 30 juanów. My czekaliśmy w kolejce około 30 minut, ale jak już schodziliśmy to nikt nie czekał. Kiedyś trasa prowadziła bezpośrednio na szczyt, a przejście po niej odbywało się bez żadnych zabezpieczeń. Ciężko nam to sobie wyobrazić bo nawet z wpiętymi karabińczykami w pewnych momentach miękną nogi, zwłaszcza podczas mijanek z osobami zmierzającymi w drugim kierunku. Teraz w pewnym momencie dochodzi się półki skalnej i się zawraca. Całość robi niesamowite wrażenie i mimo tego, że każdy obowiązkowo dostaje zabezpieczenie to zdecydowanie nie polecamy tego nikomu z lękiem wysokości. Deski naprawdę zawieszone są nad wielką przepaścią i sama ta świadomość może być paraliżująca.
  • Jeśli dla kogoś celem jest przejście się nad wyżej opisaną przepaścią to należy pamiętać, że dojście do niej z samego dołu zajmie sporo czasu, więc jeśli chcesz wejść i zejść tego samego dnia zacznij bardzo wcześnie albo jedną drogę pokonaj kolejką. Jeśli masz jednak możliwość to wybierz opcję z nocowaniem – cena biletu jest taka sama, widoki rano fantastyczne, a jak już opisaliśmy są opcje darmowego noclegu pod chmurką:)
  • Przeglądając internet można natknąć się na zdjęcia zawieszonych na szczytach kłódek. Jeśli też byś chciał zostawić po sobie taką pamiątkę to bez problemu kupisz ją na miejscu i od ręki wygrawerują ci co chcesz. Większym problemem będzie za to znalezienie na nią miejsca, bo zawieszone są dość gęsto:) Tylko nasza sugestia – nie przypinaj jej na łańcuchach na bardziej stromych odcinkach bo to bardzo utrudnia wspinaczkę. Nie mówiąc już o łańcuchach nad przepaścią, a i tam można ich trochę znaleźć!

Szerszą relację z naszej wycieczki na HuaShan i trochę zdjęć znajdziecie tutaj!




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:




Czytaj więcej
Tego nie musisz robić w Xi'an, by się w nim zakochać Xi'an przed wiekami stanowiło początkową stację jedwabnego szlaku, mieszały się tam kultury, religie, smaki i języki. Według nas, przez ponad tysiąc lat wyjątkowość miasta nie przepadła w odmętach historii. Delektowaliśmy się chińską...