HuaShan – Nakręceni nad przepaścią!

2 listopada 2014  By nakreceni.in 
5


Jadąc do Xi’an wiedzieliśmy, że na pewno odpuścimy armię terakotową, ale nastawialiśmy się na wycieczką na pobliską świętą górę HuaShan. Nie chcieliśmy korzystać tam ani z opcji jedzeniowych, ani noclegowych, więc spakowaliśmy cały biwakowy ekwipunek i staliśmy się samowystarczalni. Zrezygnowaliśmy tylko z namiotu- łatwiej położyć się na skale w śpiworze niż zwracać na siebie uwagę rozbijając obozowisko. Mrozu, ani opadów nie zapowiadali! Wszystkie niepotrzebne rzeczy spakowaliśmy w drugi plecak i zostawiliśmy w hostelowej przechowalni.

Wspominaliśmy już, że bilety do wszystkich chińskich atrakcji są bardzo drogie. Sporo osób oburza się, że jest to wyciąganie kasy od zagranicznych turystów. My chcemy zwrócić uwagę na to, że białych w tych miejscach praktycznie nie ma. Jest za to przytłaczajacy tłum lokalsów, pomimo zdecydowanie wygórowanych opłat wejściowych.

Rozumiemy chęć regulowania lokalnej turystyki, ale wkurza nas utrudnianie dotarcia do tych miejsc w sposób aktywny. Pewnie nie przesadzimy twierdząc, że 95% odwiedzających wjeżdza na górę gondolką, robi kilka zdjęć, co najwyżej przespaceruje się do drugiego szczytu i zjeżdza kolejką. Wszystko oczywiście za kolejne setki juanów. My od razu nastawialiśmy się na wejście i zejście samodzielnie, tylko że trasa piesza zaczyna się w innym miejscu, a informacje nie są zbyt czytelne. Trekking można też zacząć blisko kolejki, ale do tego szlaku trzeba wziąć płatny autobus, pieszego dojścia nie ma. Chód jest nieekologiczny, dopuszczono jedynie busiki. To nawet zabawne, że ludzie kupują bilet na gondolę, do której mogą się dostać jedynie autobusem, a bilet na ten autobus nie jest od razu wliczony. Brzmi absurdalnie, ale tak to Chińczyki sobie wymyślili.

QG8A4648 (Kopiowanie)

Cieszymy się, że uparliśmy się na odnalezienie wejścia zachodniego bo jesteśmy prawie sami. Trasa zaczyna się łagodnie, ale wraz z wysokością pojawiają się coraz częściej bardzo strome schody. Czasami są wręcz całkowicie pionowe i trzeba się wspomagać łańcuchowymi poręczami. W mniej niż trzy godziny docieramy do północnego szczytu. Widok cudowny, tylko tutaj spotytkamy się już z całym chińskim mrowiskiem, które wjechało kolejką, więc robi się tłoczno. Ale i zabawnie.

Rzecz w tym, że na wycieczkę spakowaliśmy się w dwa plecaki- jeden duży 60 litrowy i drugi mniejszy podręczny. Ważyły pewnie porównywalnie, ale do większego wpadły wszystkie „gabaryty”- dwa śpiwory, butla gazowa, zupki w dużych pojemnikach itp., to wypchało go po brzegi. A jako że ma on rewelacyjny system nośny to mimo swojego rozmiaru jest dużo wygodniejszy niż mały plecak, więc trafił na placy Ani. Wybór niby rozsądny, ale musiało to wyglądać na wyzysk, bo Chińczycy nie ukrywali swojego rozbawienia. Jeden z nich złapał się za brzuch i gdyby miał gdzie to położyłby się ze śmiechu. A im wyżej tym reakcja była głośniejsza i bardziej bezpośrednia. Zaczepiali nas, wyrażali podziw i gratulacje, że daliśmy Ania dała radę. Dość często pokazywali nam odpowiednio kciuk w górę i w dół. Ania nie chciała jednak się zamienić, a Rafał zniósł cały ten zabawny ostracyzm po męsku:)

QG8A4676 (Kopiowanie) QG8A4782 (Kopiowanie) QG8A4757 (Kopiowanie) QG8A4842 (Kopiowanie) DCIM101GOPRO QG8A4870 (Kopiowanie)

Dotarliśmy na wchodni szczyt. Rozejrzeliśmy się po okolicy i znaleźliśmy klif, z którego nie groziło nam zsunięcie się w nocy. Miejscówka była sprytna bo nie byliśmy widoczni z żadnego innego punktu. Wyciągnęliśmy butle gazową i ugotowaliśmy obiad. Z takim widokiem to nawet makaron instant smakuje wybornie!

Nie wiedzieliśmy wcześniej czy takie nocowanie jest dozwolone, ale postanowiliśmy się tym nie przejmować. A ilość pojawiających się Chińczyków, którzy wpadli na podobny pomysł już zupełnie nas uspokoiła. Tylko że oni podeszli do sprawy bardziej konspiracyjne, bo zaczęli pojawiać się już po zmroku. I to był błąd bo najlepsze sypialnie już zajętę! Parę razy dostaliśmy latarką po oczach, ale mimo rozczarowania goście grzecznie przepraszali za wtargnięcie na naszą posesję:)

Liczyliśmy, że obudzi nas świt, jednak zrobili to inni amatorzy wschodów słońca. Nie spodziewaliśmy, że będzie aż tylu chętnych, a to przecież nie otwarcie nowej galerii handlowej! Liczne towarzystwo nie psuje piękna poranka. Pierwszy promień przebił się znad przeciwległej góry, wzniósł się wiwat, wystrzeliły migawki tabletów (wciąż czekamy na pierwszego Chińczyka robiącego zdjęcia telewizorem albo iMakiem), a za chwilę wszyscy gdzieś pobiegli i zostaliśmy sami. Z czasem przestało nas ruszać to chińskie bieganie na hejnał z miejsca do miejsca.

QG8A4941 (Kopiowanie) QG8A4939 (Kopiowanie) QG8A4928 (Kopiowanie) QG8A4900 QG8A4919 (Kopiowanie)  QG8A4875 (Kopiowanie)

Ruszyliśmy po śniadaniu, ale mimo że nie spało się najgorzej to organizm czuje, że trochę sobie z nim pogrywamy. Idzie się trudniej, schodek za schodkiem. A naszym celem jest ułożona z desek i drabinek zawieszonych nad przepaścią szalona ścieżka (Cliffside Plank Path lub Plank road in the sky), nazywana najbardziej niebezpiecznym trekkingiem świata. To tam biegli Chińczycy, ale cierpliwie znosimy stanie w kolejce. Dla tego miejsca cała ta wyprawa, stąd wybór HuaShan, a nie innej góry. Fantastyczne przeżycie! Na pewno najlepiej obejrzeć filmik i przekonać się samemu.

Jeszcze ciekawiej musiało być na podniebnym podeście przed kilkoma laty, kiedy zabezpieczenia nie były obowiązkowe, a ścieżka wiodła na sam szczyt południowej góry. Nam wdrapanie się na trzy z pięciu szczytów w zupełności wystarczyło, a zejście złożone z samych schodów zapewniło zakwasy w łydkach na cały tydzień. Przez resztę dni w Xi’an powłóczaliśmy nogami jak zombie. Chińczycy chyba nawet tego nie odnotowali, to że jesteśmy biali wystarczająco rozprasza ich uwagę!

Dla osób, które chciałyby się wybrać na HuaShan, polecamy zajrzenie do naszego kącika porad praktycznych, gdzie umieściliśmy takie informacje!

DCIM101GOPRO DCIM101GOPRO DCIM101GOPRO QG8A4696 (Kopiowanie) QG8A4688 (Kopiowanie) QG8A4670 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:




Czytaj więcej
HuaShan - porady praktyczne HuaShan - porady praktyczne, jak się dostać, którędy wchodzić na górę i gdzie przenocować nie rujnując budżetu!