Następny przystanek: Chiny

12 października 2014  By nakreceni.in 
3


Tak naprawdę następny przystanek to wcale nie Chiny. Przehulaliśmy trochę kasy w indyjskiej restauracji (było absolutnie warto, jeśli wpadniecie kiedyś do Ułan Bator, odwiedźcie Namaste, najlepsze indyjskie jedzenie jakie dotychczas jedliśmy!) i w ramach pokuty wybraliśmy najtańśzy możliwy przejazd do Chin. Do granicy dowozi nas pociąg, naprawdę za grosze, ale z pewną niedogodnością: 14 godzin na ponad 700 km trasie na siedząco, na tak zwanym miejscu hard seat. Po drodze wieeele przystanków.

700 km to jak z jednego końca Polski na drugi, myślał głośno Rafał siedząc w hostelowym common room. -O, to Polska jest taka duża? – zaskoczony odezwał się Chińczyk, który bardzo pomagał nam w planowaniu dalszej trasy. Niezły komplement, usłyszeć coś takiego od CHIŃCZYKA.

Później, szukamy chętnego do przerzucenia nas przez granicę. Nie jest to szczególnie trudne. Granicy nie wolno przekraczać pieszo, więc handlarze, których operuje na przejściu chińsko-mongolskim multum, zrobili z tego dodatkowy biznes. Upchną 5-7 osób do jeepa, skasują swoje i obie strony osiągają korzyść. Pociąg międzynarodowy to inna półka cenowa. Trzeba tylko wybrać uczciwego przewoźnika, a nie bandytę! Tyle że to wszystko nic, według naszej wiedzy magia zaczyna się w Chinach: walka o bilety, miejsca i odrobinę tlenu. Wszystkie wcześniejsze wyzwania to nawet nie rozgrzewka. Znając cyrilicę i odrobinę rosyjskiego nie wypada nawet mówić o wielkiej barierze językowej w Mongolii. Co innego w Państwie Środka. Tam się pewnie za Chiny nie dogadamy!

Ale w tej opowieści jeszcze jesteśmy w Mongolii. Pociąg z Ułan Bator to ta sama rosyjska konstrukcja co transsib (na tej trasie również operuje kolej transsyberyjska, ale myśmy wybrali lokalne połaczenie UB – Zamiin Uud). Wagon, który znaliśmy z pojedynczych miejsc leżących zapełnił się ludźmi, po trzy osoby na każde z dolnych łóżek. Mongołowie podróżują w innym stylu niż Rosjanie. Są równie kulturalni, ale znacznie głośniejsi. Nie wykorzystują odjazdu pociągu, aby rzucić się do zalewania noodli instant, jakby to samo w sobie stanowiło sens kupowania biletu na pociąg. Znacie może tę sytuację, gdy na codzień zdrowo się odżywiając, wsiadacie w samochód wybierając się w dłuższą trasę. 50 kilometrów za miastem zmysły wołają o postój i wizytę w McDonald’s. Po Big Macu droga upływa znośniej. Rosjanom w transsibie za takie paliwo robią chińskie zupki.

Mongołowie czas zabijają brataniem się. Chociaż przekrój ludzi jest zróżnicowany, to po pół godziny podróży wszyscy się znają i głośno perorują. Jednym zimno- okrywają się kurtkami i chustami, że aż się oczy pocą. Innym gorąco- młode dziewczyny przebierają się w lekkie dresy i odkrywają dekolty, starsze odsłaniają zapaśnicze bicepsy. W naszym kącie prym wiedzie kobieta o buriackiej urodzie, zagaduje nas po rosyjsku, ale też sympatycznie ustawia innych pasażerów. Pozdrawiają ją nawet konduktorki, ta musi być weteranką kolei. My też stanowimy atrakcję, wiemy, że rozmawiają o nas, są przyjaźnie nastawieni. Komentują z chichotem, że nie mamy jeszcze dzieci, młodzi, niech się wyszaleją. Opowiadamy na ile potrafimy, gdzie i po co jedziemy. Mongołka potwierdza, w Chinach wielu turystów widziała: Paljaki, Angliki, Amerykańcy. Nic jej nie dziwi, wie nawet, że spisujemy notatki z podróży, a nie że szpiony jakieś. Z Moskwy aż jadą, tyle przesiadek, odważna młodzież. Kiedyś ich wywozili na Syberię, teraz sami tam jeżdżą. No panie, nie dogodzisz.

Na niebie zapala się księżyć. Niemal pełnia. Kobieta-wódz wyciąga telefon, puszcza jakąś muzykę i niby podśpiewuje, ale bardziej zawodzi jak wilk do księżyca. Widoki za oknem, nim czerń stanie się nieprzenikniona, są majestatyczne. Łuna po słońcu, które zniknęło za horyzontem, maluje krajobraz w odcieniach pomarańczy. Mgła zstępuje w doliny. Z zamyślenia wyrywa drobna starsza pani wymachująca po twarzach swym nadzwyczajnie długim warkoczem.

Ponownie ktoś przechodzi sprawdzać bilety, za każdym razem inny orszak. Teraz dodatkowo rozdają po trzy napoje w proszku, jest między innymi obrzydliwie słodka kawa 3w1 i obrzydliwie słona herbata z mlekiem. -ZA DARMO – z dumą oznajmia nam wiodąca prym kobitka. Później po wagonie chodzą „stewardessy” i rozdają wrzątek w jednorazowych kubeczkach. Nawet nie trzeba się ruszyć do samowara, jesteśmy rozpieszczani!

Ruch handlowy na korytarzu lepszy niż w Ryanairze. Nie nachalnie, ale może kup pan zupkę albo ten uroczy zestaw: kiełbasa, jajko, bułka? Wreszcie na stół wjeżdżają karty. Jak Mongołów się zostawi gdzieś razem na odpowiednio długo, to muszą pojawić się karty. Nie znamy zasad, ale czujemy emocje, rozgrywka jest gorąca, a stawka to kasa. Z boku dobrze to wygląda, każda z pań trzyma pokaźny plik setek tugrików (mongolskie złotówki). Majątku jednak nie przepuszczą. Mongolska waluta prosi się o denominację, wypchany portfel może nie być warty więcej niż kilkanaście złotych. Babiny uderzają kartami o stół, wykrzykują i zaśmiewają się w niebogłosy.

To jest zabawne, klimatyczne i niesamowicie autentyczne. Wprawdzie nie będziemy wypoczęci następnego dnia, a twarde siedzenia zostawią ślady nie tylko na psychice:), ale mamy wreszcie to, czego brakuje dziś w kolei transsyberyjskiej. Wątpimy, by Chiny powitały nas równie ciepło jak żegna nas Mongolia. W pociągu sunącym przez pustynię, wśród radośnie kontestującego podróż kolorowego tłumu.




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com




Wcześniejszy wpis
Gobi- Marco Polo miał gorzej
Kolejny wpis
Wpis made in China



Sprawdź również:


  • Dominika B.

    Jak Polacy są liderem swojej grupy w walce o awans na Euro 2016, to i Wy chińskiego się możecie nauczyć! O! :)

  • Gość

    jak karty to najlepiej w 3 trzeba było ich opukać, Polak potrafi ;)

  • cudnie! jadę z Wami dalej.. nie mogę sie doczekać tych Chin :)



Czytaj więcej
Gobi- Marco Polo miał gorzej Dziewięć dni bez prysznica, ani dostępu do bieżącej wody. Bez rzek, potoków, ani nawet sadzawek. Dziewięć długich dni w ruskim vanie, dni przepełnionych wybojami, które wywracały żołądki na drugą stronę. Sześć przeraźliwie zimnych...