Datong: wybierz numer!

24 października 2014  By nakreceni.in 
7


W Datong wystarczył nam poranny spacer by złapać mnóstwo pozytywnej energii. I najważniejsze, mimo że smog gryzł w oczy, wreszcie zrobiło się ciepło, wyczekiwana odmiana po zimnej Mongolii! Wędrówka ulicami miasta dała pierwszy wgląd w życie mieszkańców, specjalnie nie zaczęliśmy od starówki. Stragany z owocami, sklepiki z odzieżą, warsztaty rzemieślnicze, podejrzanie pachnące bary i cukiernie z tajwańskimi wypiekami. Wszystko wśród odgłosów trąbienia, nieodłącznego elementu chaotycznego ruchu drogowego. I wiele spojrzeń kierowanych w naszą stronę, nie ukrywanego ani trochę zaciekawienia. Jedni przerywali rozmowę, by się na nas pogapić, inni wskazywali palcami, a odważniejsi pozdrawiali: hello! To „hello” odwzajemnialiśmy bardzo często, z uśmiechem i radością, że nie idzie za tym żadna próba naciągnięcia nas, ani nawet zaoferowania czegokolwiek. Czysta życzliwość.

Domyślaliśmy się, że nie jest to zbyt popularny kierunek turystyczny dla obcokrajowców. Chińczycy akurat podróżują tłumnie po całym kraju, a w okolicach Datong znajduje się kilka wysoko ocenianych (i wycenianych) atrakcji turystycznych, do nich nawiążemy wkrótce. Wizyta na starówce potwierdziła przypuszczenia. Pierwszego i jedynego białego turystę spotkaliśmy na dworcu kolejowym ruszając w dalszą drogę.

Centrum Datong otacza imponujący mur z wieloma wieżami obserwacyjnymi odbudowanymi… w ciągu ostatnich pięciu lat zgodnie z charakterem epoki dynastii Ming, tak groźnie podświetlonymi w nocy, że wywarły na nas większe wrażenie niż Zakazane Miasto w Pekinie. Pomiędzy murami mieści się miasto w miniaturze. Jest „starówka” z klasyczną chińską piętrową zabudową i czerwonymi lampionami, duże świątynie, nowoczesna ulica handlowa, restauracje, bary, miejskie szalety i wreszcie bloki proszące by nazywać je slumsami: zakratowane do ostatniego piętra, ponure i odpychające. Dodać do tego krajobrazu skrzeczącego złowieszczo kruka i byłaby gotowa sceneria dla horroru. Najważniejsze spostrzeżenie jest takie, że choć mury budzą podziw, a „starówka” zachwyt, to nic tu tak naprawdę stare nie jest, a to co wygląda na czasy cesarskie jest z pewnością młodsze niż straszące kratami bloki. Poza murami straszą zaś jeszcze bardziej wysokościowce mieszkalne, rodem z filmów o przyszłości, która nie chcielibyśmy, by kiedykolwiek się ziściła.

W Chinach już woleliśmy mieć wsparcie w postaci dostępu do internetu z komórki. Chińczyk w hostelu w Ułan Bator polecił nam sięć China Unicom, więc zajrzeliśmy do ich salonu. Po chwili wokół Rafała próbującego dokonać zakupu stała już cała sklepowa obsługa. Nikt nic nie rozumie, ani na migi, ani hasłowo nie idzie się dogadać. No dobrze, mamy google translator, spróbujmy. Chińczyk wyjmuje swój telefon z podobną aplikacją i zaczyna się „dialog”. Każdy stuka w swoje klawisze i pokazuje drugiemu co chce przekazać. Przyjemnie się gawędzi, tylko nie patrzymy sobie w oczy, w ogóle na siebie nie patrzymy:

– Kartę sim potrzebuję, z internetem
– Nie mamy połączeń międzynarodowych
– Nie szkodzi, nie interesują mnie połączenia, internet ma działać
– Tylko połączenia lokalne!
– Spoko, INTERNET, dużo internetów, żebym mógł ściągnąć całe Chiny na komórkę!
– To będzie 50 yuanów
– Dużo, nie ma czegoś tańszego?
– To na pewno taniej niż w USA! – i szeroki uśmiech gości na skośnookiej buzi chłopca z salonu China Unicom.
Lubimy kumatych gości z poczuciem humoru, więc bierzemy tę kartę, choć nie udaje się dogadać ile transferu mamy w cenie. Chłopak przyjmuje do wiadomości, że my nie z USA, ale Polska to za duża abstrakcja.
– Koło Niemiec!
– Aaa, Europa, to daleko…

Dostajemy cały plik kart SIM do wyboru

– Wybierz numer! – numer, numer, wybierz – inni pracownicy mruczą robiąc za echo. Wyciągamy pierwszy z brzegu, ale czujemy że coś zrobiliśmy nie tak… Cała zebrana obsługa przypatruje się uważnie i jest wyraźnie poruszona zlekceważeniem tego rytuału. Sprzedawca naprowadza „nie chcecie spojrzeć na inne?!”. No tak! Zapomnieliśmy jak wielkie Chińczycy mają przywiązanie do liczb, nawet jeśli chodzi „tylko” o numer telefonu. Nie chcąc się wdawać w kolejną dyskusję na translatorze, że nam to tylko o Internet chodzi, spoglądamy jeszcze raz, tasujemy, przypatrujemy się i nie chcąc zaliczyć kolejnej wpadki próbujemy sobie przypomnieć jakiej to cyfry powinniśmy szukać. Chyba ósemki. Dobra tu są dwie, bierzemy. Dobry wybór, z uśmiechem odpowiada chłopak w China Unicom. Uff. To na pewno szczęśliwy numer, bo dzień w dzień operator przesyła nam po kilka smsów z samymi chińskimi znaczkami, zachowujemy je na pamiątkę, choć niepokoi nas to nękanie.

Rozchodzimy się żegnani przez cały sklep uśmiechami, machaniem na do widzenia i życzeniami powodzenia. Jakbyśmy wyruszali w kosmiczną podróż ratować świat przed zagładą. Cóż, życzenia na pewno się przydadzą, choć przy tym nastawieniu miejscowych na pewno nie aż tak bardzo, jak przypuszczaliśmy przed przyjazdem tutaj! Chiny nie gryzą, do czasu.

QG8A4007 (Kopiowanie)

Datong – „starówka”

QG8A4048 (Kopiowanie)QG8A4021 (Kopiowanie)QG8A4003 (Kopiowanie)QG8A3988 (Kopiowanie)

QG8A4090 (Kopiowanie)

Paznokieć Ani, w Datong obowiązuje fiolet

QG8A4070 (Kopiowanie)

fikuśne chińskie motorynki

QG8A3972 (Kopiowanie)QG8A4063 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • JAM

    Fajnie opisana komediowa scenka w sklepie, uśmiałem się :)

  • gość

    jestem pod wrażeniem widoków i paznokci Ani, jak Ona to robi , jak przy takim minimalizmie i restrykcjach wagowych bagażu, udało się jej przemycić lakiery do paznokci . Z tego co czytałam to oficjalnie był tylko jeden …..

  • Fajnie piszecie :)

  • aaa:) pamiętam to miejsce:)



Czytaj więcej
Zaćmienie księżyca w Datong Zaćmienie-księżyca-w-Datong-podczas-naszej-podróży-dookoła-świata. Czasem czujemy, że powinniśmy się uszczypnąć, czy to wszystko dzieje się naprawdę i czy aby na pewno nie robimy właśnie nadgodzin w biurze w szary jesienny dzień.