Jak się żyje w Kolei Transsyberyjskiej?

18 września 2014  By nakreceni.in 
0


Nie wiemy w sumie dlaczego, ale Ania bardzo chciała przejechać się koleją transsyberyjską. Mimo że już przed wyjazdem znaliśmy relację ludzi, którzy taką podróż mieli już sa sobą i obalili powszczechnie powtarzane mity stwierdzając, że to w sumie nic takiego, zapał nie osłabł. A ponieważ Rafał nie miał nic przeciwko temu, tym samym to małe „marzenie” samoistnie wyznaczyło nam początek trasy naszej podrózy. Początkowo chcieliśmy dojechać od razu do Mongolii, ale ponieważ dowiedzeliśmy się, że w pociągach międzynarodowych nie ma trzeciej klasy, tzw. platzkarty postanowiliśmy zweryfikować nasze plany. A skoro tak, stwierdziliśmy, czemu by nie wysiąść w Irkucku i zobaczyć położną na Bajkale wyspę Ochlon. Z kupnem biletów czekaliśmy prawie do ostatniej chwili, systematycznie monitorując dostępność miejsc, gdyż najpierw chcieliśmy mieć załatwione wszystkie formalności wizowe. Niestety nie udało się nam kupić biletu bezpośrednio na stronie rosyjskiej kolei, gdyż nie przyjmowała płatności poprzez żadną z naszych kart. Postanowiliśmy skorzystać ze strony pośrednika, który doliczał bardzo niewielka opłatę i tam już wszystko odbyło się bez większych trudności. No może poza faktem, że strona była wyłącznie po rosyjsku, a ponieważ Rafał swoją przygodę z tym językiem zakończył w liceum pozostawała niewielka wątpliwość, czy aby na pewno kupujemy to co chcemy. No końcu transakcji wysłali nam jednak maila kończącego się uśmiechem, więc się uspokoliliśmy. Ania wyraziła jedynie nadzieję, że zdanie nie brzmiało „gratulujemy, jesteś idiotą, właśnie przelałeś kasę na prywatne konto:)”.

Nic takiego jednak się nie stało. Kupiliśmy 2 miejsca, dolne i górne, pod sobą, w ostatnim wagonie. Zanim przebiliśmy się przez miasto metrem, zrobiło się całkiem późno. Pół godziny jakie mieliśmy wystarczyło jedynie na dotarcie do najdalszego wagonu, wpakowanie rzeczy i na to, żeby Rafał zdążył kupić jakieś pieczywo i wodę na podróż. Wszystko biegem. Szybko się okazało, że ostatni 19 wagon, jest tak naprawdę piewszym, więc jedziemy tyłem, ale nam to nie przeszkadzało. Na wejściu pani konduktor (prowadnica, znana z niektórych horroropowieści dziwnej treści o transsibie) upewniła się, że nie mamy wykupionej pościeli. Nie mieliśmy, bo materac i tak przysługuje, a śpiwory mamy własne. Zaraz po ruszeniu z Moskwy kobieta chodziła po wagonie i rozdawała wszystkim zestaw poszewek i jak doszła do nas zaczęło się przedstawienie. Nie mogła zrozumieć, jak możemy nie chcieć świeżych poszewek. Jak my to sobie w ogóle wyobrażamy podczas tak długiej podróży do Irkucka? Artyści! Nasza prowadnica nie z tych co biorą NIE za odpowiedź. Zrobił się cyrk, w którym ludzie dookoła uśmiechali się spode łba trudno powiedzieć czy bardziej na nasze nieobycie, naszą bezczelność czy jej umiejętności sprzedażowe. Podroczyliśmy się chwilę, łamanym ruskim opowiedzieliśmy o wynalazku jakim są śpiwory i wzięliśmy ten jej cholerny zestaw. W środku był też mały ręczniczek. Ostatecznie to dobra inwestycja i oczywiście skorzystaliśmy, nie tak szybko jednak jak niemal wszyscy inni, którzy prawie na trzy cztery rozłożył sobie posłania i zalegli w ciuchach w pościeli. Niektórzy czytali, inni od razu spali, mimo że była dopiero 14. Rozumiemy drzemkę w pociągu, ale żeby tak od razu w pościeli?! Tym bardziej jasne stało się dla nas wcześniejsze zdziwienie konduktorki. Kolejni, którzy chcieli obalić system w tym kraju. Mimo wszystko tutaj nie ulegliśmy presji i do wieczora siedzieliśmy bez pościeli, podobnie jak nasi towarzysze z naprzeciwka. Trójka młodych ludzi, cały czas ogładała coś na komputerze i piła piwo ze śmiesznych radzieckich filiżanek. Piwo można było kupić u Pana maszerującego po pociągu z przekąskami, jednak było to chyba nie do końca legalne, bo sprzedawał je spod sterty batoników i obrusa chowając się z wózkiem pomiędzy prycze. Taka mała zasłona dymna, pewnie żeby żadna nadgorliwa mama z dzieckiem się nie oburzyła.

Rola prowadnicy jest odrobinę przesadzona w przekazach na temat kolei, nie ma wielkiego wpływu na wasz komfort, choć oczywiście miło z nią od czasu do czasu zagadać i wymienić uśmiechy. Nasza doceniła starania językowe i pochwaliła świetną znajomość rosyjskiego po wypowiedzeniu zdania, że jesteśmy z Polski i jedziemy nad Bajkał. Może zrobiła to ironicznie? Konduktorka też uważnie pilnuje, żeby każdy wysiadł tam gdzie powinnien i przychodzi każdego poinformować, że zbliża się jego stacja i ewentualnie go budzi. Wszystko przebiega nadzwyczaj sprawnie i punktualnie. Punktualność na wszystkich stacjach kolejowych w Rosji wyznacza czas moskiewski, co przy tylu strefach czasowych powoduje, że te słowa piszemy o godzinie 17 (według zegara w pociągu), a na zewnątrz panują egipskie ciemności.

Jak się obudziliśmy pierwszego ranka to młodych ludzi już nie było, pojawiła się za to sympatyczna kobieta i mężczyzna, który wyglądał jakby własnie wyszedł z więzienia lub zaliczył niezłą bójkę – cały w bliznach, bandażach i szwach. Mimo wszystko w pociągu czujesz się bardzo bezpiecznie. Tak jak czytaliśmy wcześniej – dla Rosjan jest to najzwyklejszy środek transportu, z którego korzystają całe rodziny z dziećmi lub samotne osoby podróżujące w celu odwiedzenia dalszej rodziny. O wódce lejącej się strumieniami nie ma absolutnie mowy. Czy właśnie kogoś zniechęciliśmy do podróży:)?




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com




Wcześniejszy wpis
Moskwa: wschód to czy zachód?
Kolejny wpis
Plan podróży!



Sprawdź również:




Czytaj więcej
Moskwa: wschód to czy zachód? Bez względu na europejski look centrum Moskwy, jedna rzecz nie zmyliłaby nas, że nie jesteśmy na zachodzie Europy. To smutek, bądź obojętność wypisana na twarzach ludzi, nie widać w nich luzu, raczej pokłady frustracji. Wypisz-wymaluj warszawiacy...