Ruscy kierowcy-mordercy

28 września 2014  By nakreceni.in 
2


Przychodząc na miejsce odjazdu minibusa z wioski Chużir na Olchonie spodziewaliśmy się zainteresowania biletami proporcjonalnym do ilości napotkanych na wyspie osób. Czyli nastawialiśmy się na wersję lux na leżąco. Nie tym razem, wszystkie miejsca zostały wykupione z wyprzedzeniem. Mogliśmy ponoć pojechać godzinę później droższym prywatnym busem, ale postanowiliśmy jednak sprawdzić czy pani w kasie nie robi nas w trąbę i poczekać do odjazdu. Podróżowanie szybko uczy cierpliwości.

Z minuty na minutę przybywało coraz więcej osób rodząc w głowach istotne pytanie: gdzie oni wszyscy się ukrywali!? Powoli zaczynaliśmy wierzyć, że kasjerka miała rację. Przyszedł też kierowca. Spojrzenie nie wyrażające absolutnie niczego, głęboko zapadnięte oczy, za którymi powoli pracowały oliwione wódką trybiki odpowiadające za proces myślowy. Taki typ co to żadnej pracy się nie boi, jak trzeba to kogoś nastraszy, obije lub sprzątnie. Autobus też poprowadzi.

– Gawaritie pa ruski?
– Da
– No to stówa za bagaż.
– A wy gawaritie?
– Niet
– No to stówa za bagaż.

Miejsca zapełniły się, wolne przestrzenie zajęły bagaże i kierowca dopychając butem ostatnich pasażerów ledwo zdołał zamknąć drzwi. Tymczasem dwa najwygodniejsze i nienumerowane miejsca z przodu czekały na nas! DAWAJTA- beznamiętnym półgłosem oszraniającym ośrodek słuchu przekazał nam kierowca i wskazał miejsca obok siebie. Tym razem za gapiostwo spotkała nas nagroda!

Ponownie kierowca pędził jak oszalały, wyprzedzając wszystkie inne pojazdy i robiąc slalom pomiędzy krowami na nierównej szutrowej drodze. Nawet nie wiecie jak współczuliśmy upchanym jak sardynki ludziom z tyłu. Ruski kierowca-morderca nie zna strachu. Przy jednym z pozbawionych zdrowego rozsądku manewrów spod kół mijanego samochodu wystrzelił kamień i huknął w szybę na wysokości naszych oczu. Posypały się na nas drobinki szkła, ale nabój nie przedostał się do środka pozostawiając strzaskaną szybę z pajączkiem rozchodzącym się po całej jej prawej stronie. A my akurat minutę wcześniej wyłączyliśmy GoPro! Wyraz twarzy kierowcy podczas tego zdarzenia zmieniał się równie mocno jak mimika Sylvestra Stallone przez całą karierę. #john_rambo

Bardzo dobrze dogadujemy się z takim typem charakteru. On milczy i my milczymy, a całą magiczną atmosferę budują właśnie te niedopowiedzenia, unoszące się w kabinie niuanse z zakamarków myśli. Wyłapujemy je przekazując jak najmniej w zamian, by nie rozpraszać Rosjanina. Oczywiście noga naszego wspaniałego szutrowego żołnierza nie zelżała. Musiał być pierwszy na promie. Dotarliśmy jako drudzy, a odsłoniający kły grymas wskazywał, że kierowca-morderca poczuł rozczarowanie. Wreszcie jakieś emocje na tej skamieniałej twarzy! Zerknął też na zniszczenia na szybie, zawieszając jednak dłużej swój złowieszczy wzrok na nas, jakby chciał znaleźć winnych tego zajścia.

Niedobrze – wymamrotał nie otwierając ust.

Ten typ musi mieć problem z takimi sytuacjami. Ani krzyk, ani nawet wpierdol nie wzruszą kamienia, a szybę trzeba wymienić. Następni podróżni zapłacą po dwie stówy za bagaż.

W Irkucku wsiedliśmy w tramwaj, aby dotrzeć na dworzec kolejowy. W połowie trasy pojazd stanął i po 10 minutach postanowiliśmy zainteresować się powodami przedłużającej się pauzy. Nikt inny nie wydawał się poruszony. Na samym środku torowiska zdarzył się wypadek. Już w Moskwie byliśmy świadkami sytuacji, gdy po „stłuczce”, bez śladów draśnięcia na żadnym z samochodów, kierowcy oczekując na przyjazd policji zablokowali skrzyżowanie na kilka godzin korkując kawał miasta. A policji w koło nie brakowało, ale najwyraźniej drogowe waśnie są nisko na liście priorytetów rosyjskich stróżów prawa (!). Podjęliśmy jedyną słuszną decyzję i dalej ruszyliśmy na piechotę.

Jechanie pociągiem z Irkucka do Mongolii nie ma sensu. Transsib stoi znacznie dłużej na granicy, a jest prawie dwa razy droższy niż przejazd autobusami. Ruszyliśmy więc marszrutką do Ułan Ude, gdzie powinniśmy złapać transport do Mongolii.

Jednego się nauczyliśmy. Jak w Rosji mówią żebyś zapiął pasy to wiedz, że coś się dzieje.

Kierowca pouczył nas raczej w obawie o policję, chroniąc swoją kieszeń, jednak to co się działo w drodze jest trudne do opisania. Naprawdę, wszystkie lekkomyślne manewry, które znamy z polskich dróg, wyglądają przy tym jak niedzielny spacer emerytów. Dopóki nie zapada zmrok, od myśli „teraz na bank zginiemy” udaje się nam oderwać dzięki niesamowitym widokom na błękitne wody Bajkału.

Szkoda, że nie możemy się zatrzymać, zapatrzeć i uwiecznić tych obrazów za oknem. Jesteśmy ponownie zakładnikami psychopatycznego kierowcy, chcącego złożyć nas w ofierze lub tylko bardzo spieszącego się do domu. Na szczęście, tym razem to drugie. Do Ułan-Ude docieramy w środku nocy, wysiadamy przy dworcu, jest przenikliwie zimno, ale nam to nie przeszkadza, cieszymy się świeżym powietrzem, głębokie wdechy uspokojają nadwyrężone nerwy. Wchodzimy do środka. Rosyjskie dworce kolejowe nocą, lubimy was.




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • JAM

    Uff.., Od razu przypomniał mi się mój epizod ze śrubą od koła ciężarówki…na szczęście też się dobrze skończyło!

    Buziaki.

  • Wczorajszy wieczór spędziliśmy na Tadżyckiej, wypiliśmy za Wasze zdrowie i powodzenie wyprawy:) ściskamy mocno!



Czytaj więcej
Włóczęga po Olchonie Przez wyspę można spacerować długimi kilometrami nie będąc niepokojonym przez nikogo. Co pewien czas nagle na horyzoncie lub ledwie kilka metrów od nas pojawiała się jakaś postać, pokręciła się i znikała. Zupełnie jak w grach komputerowych.