Pingyao na rowerze

26 października 2014  By nakreceni.in 
1


W Pingyao odkryliśmy białe twarze. Mijaliśmy się wymieniając zaniepokojone spojrzenia. Tu już musi być naprawdę turystycznie, skoro też tu dotarliście! A Chińczycy wciąż skrzętnie skrywają swój dark side, więc jeśli gdzieś mieliby go ujawnić to w takim miejscu byłaby ku temu doskonała okazja! Niewykorzystana, z satysfakcją uprzedzamy fakty.

Pingyao słusznie cieszy się uznaniem tłumów. UNESCO uhonorowało cały teren starówki wpisaniem jej na listę światowego dziedzictwa. Ostała się tu cząstka oryginalnych starych Chin i jeśli tak właśnie prezentowały się tutejsze miasteczka przed wiekami, to z pewnością znalazłyby się pośród najwspanialszych osad ludzkich na ziemi. Drewniane domki ułożone gęsto wzdłuż wąskich uliczek, wszystko na planie otoczonego murami żółwia, z życiem toczącym się na ulicy, w oparach smażonych na rusztach chińskich specjałów. Tu żaden kawałek mięsa się nie zmarnuje i lata temu pewnie przypiekano wszystko co wcześniej się ruszało. Dziś turysty nie czeka już szokujące przeżycie, zapachy przyciągają!

Chińczycy mają też wielką zdolność oświetlani przestrzeni. Lampiony przed budynkami żarzą się mocną czerwienią, kolory współgrają z drewnianym otoczeniem i nadają ciepło całej okolicy. Pokropił deszcz, który przegonił ludzi do hoteli, mgła otuliła zamknięte dla ruchu uliczki i zrobiło się naprawdę magicznie.

QG8A4459 (Kopiowanie)

Pingyao po zmroku

QG8A4450 (Kopiowanie)QG8A4394 (Kopiowanie) QG8A4341 (Kopiowanie)

Samymi dobrymi emocjami się jednak nie najemy, więc kierujemy swe kroki do najbardziej obleganej przez skośnych knajpy. Właściciel z dumą prezentuje obrazkowe menu wypełniające całą ścianę, a my wybieramy specjał Pingyao, czyli serwowaną na zimno wołowinę w plastrach- pingyao beef. Świetnie przyprawiona, chrupiąca, nie żylasta i może nie jest to jamón iberico, ale delektujemy się tą odmianą szynki. I nagle słyszymy huk. W naszym hostelu przed oknami przeraźliwie skrzypiały targane podmuchem powietrza lampiony. Czy tu spadł jeden z nich?! Nie, to Chińczyk zwalił się ze stołka i padł jak długi na podłogę. Towarzystwo, z którym przyszedł wiwatuje. Stół zastawiony butelkami piwa, 2,5% piwa… sok jabłkowy ma niewiele mniej. Niby Chińczycy nie słyną z mocnych głów, ale żeby takie pijackie wybryki? Nie spodziewaliśmy się! Koledzy próbują go podnieść, ale oni chucherka, on postawny, więc za chwilę znów pada jak kłoda. Tłuczą się jakieś butelki, piwo spływa po podłodze, a właściciel rozbawiony sprząta powstały bajzel szczerząc się do gości i przechodniów.

-To w mojej knajpie takie mocne piwo serwujemy, wpadajcie! – woła tym spojrzeniem.

Najlepsza reklama lokalu, nieprzytomnie pijany gość? Tak, w Chinach!

Jakiś młody macho chcąc chyba zaimponować swojej dziuni zainteresował się też nami.

– Siema, siema, skąd jesteście, acha, no nie mam pojęcia co to za egzotyczny kraj i nie umiem po angielsku ani słowa więcej, ale fajnie się gadało, to szybki toaścik, splunę sobie jeszcze, bo tak to się u nas robi i spadam.

Lubimy tę odwagę Chińczyków w podchodzeniu do nas i rzucaniu na stół wszystkiego co mają, byle nawiązać kontakt. Obok miejscowi wciągnęli zachodnich turystów na karaoke. THIS IS CHINA, tu nie ma barier, tu wszystko wypada.

QG8A4361 (Kopiowanie) QG8A4360 (Kopiowanie)

Następnego dnia przyszedł czas na rowery. Niezbyt wygodne, skrzypiące i z niesprawnymi hamulcami, ale niosły nas żwawo. Celem było wydostać się ze starówki i zobaczyć świat poza murami. Zasady ruchu drogowego są proste, rób co chcesz i nie daj się przejechać. Jak ktoś zasuwa pod prąd wprosto na ciebie i jest większy, to zjeżdżasz. Piesi i szczury sami uciekną ci spod kół. Nakręciliśmy kilometry i dzień zwieńczyliśmy piknikiem, prowiant zdobywając w garmażerce supermarketu. Braliśmy co popadło: kawałek mięsa zawinięty w liść sałaty i pszenny naleśnik, sezamowe wypieki, mleko migdałowe i słodką bułkę, która wcale nie była słodka i miała podejrzaną parówkę w środku. Mamy nadzieję, że żaden pies nie oddał za nią życia. Wszystko smaczne i za grosze!

QG8A4376 (Kopiowanie)

Do Azji nie przyjeżdża się aby skosztować smaki zachodniej cywilizacji, nie jest to też miejsce do włóczenia się po spalonych słońcem bulwarach i zacienionych krętych uliczkach, bo nic nie pobije uroku miasteczek z południa Europy. Pingyao jest jednak jedną z tych perełek, które szkoda przegapić. Podlane sosem masowej turystyki nie zarzuciło na siebie jeszcze kiczowatych szat chcąc imitować wyobrażenia białego człowieka o starożytnej chińskiej wiosce. Do momentu, w którym biały człowiek przeczyta ten wpis i tłumnie zjawi się w Pingyao i po dotychczasowym uroku zostanie jedynie tych kilka zdań.

QG8A4426 (Kopiowanie) QG8A4435 (Kopiowanie) QG8A4421 (Kopiowanie) QG8A4406 (Kopiowanie) QG8A4402 (Kopiowanie) QG8A4366 (Kopiowanie) QG8A4351 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • JAM

    Cudowna atmosfera z tymi lampionami, sceneria bardzo przypomina mi Hoi An w Wietnamie :)



Czytaj więcej
Na turystycznym szlaku z Datong Wysiadamy i tak jak się spodziewaliśmy świątynia niczego nie urywa. Oczywiście robi wrażenie fakt, że jest to drewniana zawieszona na skale konstrukcja, która przetrwała dobrze ponad tysiąc lat (albo została odbudowana wczoraj- to Chiny, więc...