Sabang skrywa cud natury

2 kwietnia 2015  By nakreceni.in 
5


Palawan zawsze był popularnym celem turystów, ale wyłącznie filipińskich. Położenie wyspy nieco na uboczu całego archipelagu nie wołało pakietowców o odwiedziny. Worek przyjezdnych rozwiązał się kilka lat temu, gdy świat zaczęły zalewać zdjęcia zwłaszcza plaż z północy wyspy. Później podziemna rzeka w miejscowości Sabang trafiła na listę 7 współczesnych cudów natury i Palawan na dobre zagościł w folderach biur podróży. Nadal nie każdy kto odwiedza Filipiny tu trafia, a Palawan spokojnie mógłby być wakacyjnym celem samym w sobie.

My zaczęliśmy od Sabang. Z tego co widzieliśmy, większość turystów odwiedza tę miejscowość przelotem, głównie w celu przepłynięcia się podziemną rzeką i zjedzenia lunchu. My zdecydowanie polecamy zostać tu na dłużej aby delektować się spokojem miasteczka. Sabang nie ma bardzo rozwiniętej bazy noclegowej, ale każdy znajdzie coś na własną kieszeń. Na samej plaży (pięknie oczyszczonej i niewiele odbiegającej urokiem od tej z Boracay) znajdują się luksusowe, dwupoziomowe bungalowy z cenami rozpoczynającymi się od 200$ za noc i właśnie tam się nie zatrzymaliśmy. Nieco dalej można znaleźć znacznie prostsze, ale niezwykle klimatyczne chatki z werandami, w nieporównywalnie przystępniejszych cenach. Wystarczyło, że zwizuowaliśmy sobie nas na hamaku i nie musieliśmy zastanawiać się dwa razy. Odbyliśmy też zabawne negocjacje, bo kontrolnie spytaliśmy czy zamiast 700 pesos możemy umówić się na 600 pesos, a dziewczyna podając nam klucze z wielką radością oznajmiła, że OCZYWIŚCIE jakbyśmy w ogóle nie musieli pytać. Zapłaciliśmy jeszcze mniej, bo według Filipińczyków 3 razy 600 to 1600. I to policzone na kalkulatorze. Zniżkę przyjęliśmy ze zrozumieniem, bo w pokoju odwiedzał nas szczur. Szczurek w zasadzie, taki nawet niezbyt obrzydliwy, ale budził szuraniem i spoglądał na nas swoim ciekawskim wzrokiem ze stolika przy łóżku.

Sabang-3762 [720b]

To właśnie tu nie mieszkaliśmy

Sabang-3970 [720b] Sabang-3938 [720b]

Mimo usilnych starań władz regionu, nie postanowiliśmy być alternatywni i nie odpuściliśmy obejrzenia podziemnej jaskini, cuda natury nie trafiają się codziennie. Aby załapać się na atrakcję należy dzień wcześniej zdobyć pozwolenie, co wiąże się ze wczesną pobudką i ryzykiem, że będzie zbyt dużo chętnych i odejdziesz z kwitkiem (a właściwie bez niego). Nam się akurat udało, ale i tak Filipińczycy znaleźli sposób na małe popsucie nam humorów. Przed przyjazdem tutaj czytaliśmy relacje, które polecały nie płynąć motorówką w rejon rzeki, tylko zrobić sobie trekking przez dżunglę. Nie mieliśmy oczekiwań, że poczujemy się jak Cejrowski w Amazonii, ale przynajmniej będzie dziko i trochę się zmęczymy. Nie wiemy jak bardzo relacje w internecie już wtedy były przesadzone, a na ile Filipińczycy wyczuli temat, ale po zmianach w lipcu zeszłego roku wszystko już wygląda inaczej. Dżungla nadal stoi, ale za wejście na szlak pobierana jest opłata. Po drugie, szlak jest całkiem nieźle przygotowany z drewnianymi kładkami i schodami włącznie i co najgorsze obowiązkowo otrzymuje się przewodnika (w ramach opłaty wejściowej). Wkurzamy się, że na drogę na której nie zgubiłby się przedszkolak musimy mieć towarzystwo, ale mamy wrażenie, że to ochrona przyrody przed odwiedzajacymi, a nie odwrotnie. Chwilę po tym jak wysnuliśmy tę tezę byliśmy świadkami sytuacji jak grupa Rosjan bardzo zdziwiła się ostrą reprymendą od pracownika parku za karmienie małpek, nu kak że nielzja– pytali chyba z przekąsem stojąc tuż pod właściwym znakiem. Mimo wszystko uważamy, że jest to dużo przyjemniejsze rozwiązanie niż hałaśliwa banka. Dzięki przewodniczce zwróciliśmy uwagę na zielonego węża udającego ruchliwą gałązkę, a także na jaja jaszczurek powysadzane w jaskiniach. Natknęliśmy się na wielkie jaszczury (monitor lizards), a nad nami skakały stada małp chwytając się przypominających dredy lian na drzewach. W wodzie odkryliśmy zaś nowy gatunek, skrzyżowanie płaza z rybą. Skaczą po tafli jak szalone, a gdy trzeba dają błyskawicznego nura. Nazwaliśmy je pełzoskoczki.

Sabang-3747 [720b]

Pełzoskoczek, trochę pełza, trochę skacze

Sabang-3932 [720b]

Monitor lizard – głównie pełza i lepiej dla trekkerów by tak pozostało

Sabang-3829 [720b]

Jaja jaszczurek

Sabang-3826 [720b]

Liany z drzew, prawie obudziły w nas tarzana!

Sabang-3836 [720b]

Prawie, bo chodnikiem szło się łatwiej

Podziemna rzeka jest sprawnie zorganizowanym biznesem. Wycieczka łodzią wiosłową w otchłań jaskini trwa około pół godziny i chociaż chętnych jest mnóstwo, to w środku nie czuje się tłoku. Przewodnicy rzucają swoje żarty o tym ilu turystów dziś stracili podczas swojego kursu i o grasujących we wnętrzu drapieżnikach. Nam w zupełności wystarczają widoki rzeźb skalnych żeby czuć atrakcyjność tego miejsca. Zabawniejsze od Filipińczyków są dla nas nazwy formacji skalnych. Szczególnie wiele z nich nawiązuje do religii, kuchni i popkultury. I tak na ostatnią wieczerzę spoglądała Sharon Stone, a obok Maryi Dziewicy rósł pokaźny kalafior. Zupełnie nieoczekiwane połączenia, ale znakomicie oddające wyobrażenia. Gdy tylko słyszeliśmy nazwę, bez pudła odnajdywaliśmy wzrokiem właściwe miejsca, rzeczy i postaci. Jeśli podobnie jak my, uważacie taką wycieczkę po jaskini za bardzo atrakcyjną, to zachęcamy, by dowiedzieć się o opcję popłynięcia rzeką tak daleko jak się da. Potrzebne do tego jest specjalne pozwolenie, ale może być to warte zachodu i poniesionych kosztów. Tak jak i cała wyprawa do Sabang!

Sabang-3888 [720b]

Wrota podziemnej rzeki

Sabang-3746 [720b] Sabang-3786 [720b] Sabang-3788 [720b] Sabang-3944 [720b]Sabang-3729 [720b] Sabang-3726 [720b] Sabang-3679 [720b]




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • Rodzinka z jeepneya

    O tak!!! Sabang to też nasze ulubione miejsce na Palawanie. Tak nam sie tam spodobało że po 3 dniach w El Nido postanowilismy wrócić do Sabang. Nie mieliśmy wprawdzie szczurzych wizyt ale za to w nocy z sufitu na głowę spadały nam koty. Widocznie kupilismy inny pakiet :)
    Tymczasem pozdrawiamy życząc Wesołych Świąt gdziekolwiek jesteście !!

    • ;) serdecznie pozdrawiamy i również życzymy Wesołych Świąt (z Nowej Zelandii)!

  • JAM

    Na Sycylii pod Etną też są takie dwa pagórki, na które Włosi mówią „piersi Sofii Loren”, faktycznie nie można pomylić ;)

  • Te „pełzoskoczki” to mi wyglądają na poskoczki mułowe, też je widzieliśmy na Borneo :) Wyglądają podobnie: http://jedno-oko-na.blogspot.com/2003/11/borneo.html
    A udało Wam się zrobić zdjęcia w środku jaskini?

    • O nie! Co za strata dla nauki:). A w jaskini slabo bylo ze swiatlem i niestety nic nie wyszlo…



Czytaj więcej