Spanie na dziko i autostop, czyli w Japonii bez portfela

22 czerwca 2015  By nakreceni.in 
9


W Japonii tak skutecznie korzystaliśmy z okazji by nie płacić za noclegi, że w pewnym momencie portfel okazał się nam niepotrzebny. No może nie całkiem tak to wyglądało, bo na zwiedzanie wyspiarskiego kraju wciąż lepiej przygotować solidny zapas gotówki, by jak najwięcej skorzystać z pobytu, zamiast prześlizgiwać się obok atrakcji oferowanych przez tamtejszą kulturę. A portfel po prostu zgubiliśmy, wysunął się z kieszeni podczas podróży shinkansenem, swego czasu pierwszym na świecie super szybkim pociągiem (bullet train). Niestety, portfel nie był pusty i jego strata mogła bardzo dać nam się we znaki.

Spanie na dziko w Japonii (urban camping)

Pisaliśmy już o couchsurfingu i szczęściu do osób, które zaoferowały nam nie tylko dach nad głową, ale też poświęciły swój czas, by jeszcze bardziej umilić i urozmaicić pobyt w Japonii. Hotele są tam drogie i często za kwotę rzędu 200 zł za noc oferują malutkie pomieszczenie, w którym całą przestrzeń zajmuje piętrowe łóżko, stolik z czajnikiem i nasz bagaż. Trudno wtedy nawet zamknąć drzwi nie posiadając zdolności lewitacji. Hostele z pokojami wieloosobowymi to rzadkość, lepiej rozglądać się za ofertami na booking.com (w tygodniu ceny potrafią spadać kilkukrotnie) lub pytać w punktach informacji turystycznej na stacjach kolejowych, gdzie obsługa nie tylko ma wykaz dostępnych noclegów wraz z cenami, ale też może przedzwonić i zrobić rezerwację w waszym imieniu. Wśród opcji dostępnych przez internet, niezłe przeceny spotyka się w love hotelach i chociaż zameldować się w nich można najczęściej dopiero po godzinie 20, to tam przynajmniej nie żałują gościom przestrzeni. Dwa razy korzystaliśmy z tej opcji i do opisu wrażeń wrócimy jeszcze na blogu. Tyle że to wciąż wydatek rzędu 35-45$ za noc. Znacznie oszczędniej wychodzi… urban camping, czyli spanie na dziko w publicznych parkach. Nie wszystkim przeszkadzają węże, komary i bycie na widoku, ale my polecamy mieć namiot, by w pełni wykorzystać takie miejsce noclegowe. A z tymi wężami to nie bujdy, w Japonii dwa razy natknęliśmy się na gada.

QG8A0718 (Kopiowanie) QG8A0724 (Kopiowanie) QG8A0037 (Kopiowanie) QG8A0755 (Kopiowanie) QG8A0405 (Kopiowanie) QG8A0389 (Kopiowanie) QG8A0748 (Kopiowanie) QG8A0416 (Kopiowanie)

W sumie, w japońskich parkach spędziliśmy pięć nocy i zawsze najpierw szukaliśmy dogodnego miejsca do rozbicia się, a dopiero późnym wieczorem wybieraliśmy się tam z całym dobytkiem (wówczas w ciągu dnia plecaki lądowały w lockerach, zazwyczaj licznie dostępnych w różnych rozmiarach na stacjach kolejowych). W Japonii nie ma zbyt wielu płaskich niezagospodarowanych terenów, te nieliczne publiczne przestrzenie to właśnie parki. My szukaliśmy raczej krzaków i drzew, niż równo przyciętych trawników, osłona dawała nam możliwość wyspania się przyzwoicie, zamiast zrywania przed szóstą, nim pierwsi spacerowicze zainteresują się obozowiskiem. Japończycy zresztą są na tyle powściągliwi, że nawet gdybyśmy postawili namiot na widoku, to nie tupaliby nam ostentacyjnie przy głowach, ale po co fundować im i sobie psychiczny dyskomfort? Skłamalibyśmy pisząc, że pies z kulawą nogą się nami nie zainteresował, bo w Kamakurze hasający po parku wyżeł ruszył pędem w kierunku Ani kiedy wyszła rankiem z namiotu. Trudno ocenić jego zamiary, bo do bliższego kontaktu nie doszło. Ania przeraźliwym krzykiem dała znać o swoim odwrocie i w trzech skokach zakończonych szczupakiem znalazła się z powrotem w środku namiotu. Szkoda że nikt tego nie kręcił, bo youtubowa publika na pewno doceniłaby taki występ wysoką oglądalnością!

Urban camping w Japonii jest legalny (podobno!) i jest realną alternatywą dla płatnych noclegów. My korzystaliśmy z tej opcji wyłącznie kiedy czuliśmy, że miejsce, w którym mielibyśmy spać w stu procentach nam odpowiada, ale i tak dołożyliśmy w ten sposób cegiełkę do liczby nocy nie spędzonych w hotelach, hostelach, ani pensjonatach. I właśnie dzięki Dagmarze i Wojtkowi, Oli, trzem couchsurferom i nocom pod chmurką mogliśmy sobie pozwolić między innymi na pobyt w pięknie położonym pensjonacie z gorącymi źródłami w Hakone, a także na klasycznie japoński pokój wyłożony matami tatami z rozkładanymi na nich futonami do spania i również dostępną całodobowo łaźnią w Beppu. I na dużo ramenów, sushi i pełnych kieliszków w izakayach. Oj tak, w Japonii jest na co wydawać oprócz noclegów.

Dla kochających wyzwania metodą na obniżenie kosztów może być też autostop. My ostatecznie nie podjęliśmy się próby przemierzania Japonii w ten sposób, ale kilkukrotnie na krótkich dystansach, tam gdzie dojeżdżał wyłącznie autobus, łapaliśmy stopa. Poza młodymi dziewczynami, które natychmiast się zatrzymały w dolinie Kiso i były bardzo ucieszone, że mogą nam pomóc i pogadać, nie byliśmy w stanie nawiązać żadnej rozmowy, ale pomimo tego momentalnie znajdował się ktoś odpowiadający na nasze machanie. W Hakone zatrzymała się koło nas pani w średnim wieku i bardzo chciała zrozumieć jaki mamy problem, sądziła że się zgubiliśmy. Musieliśmy niemal wepchnąć się do samochodu, by nasze zamiary stały się dla niej jasne. Trochę podekscytowana, trochę wystraszona, ale wzięła nas na pokład i podwiozła. Japończycy chyba po prostu czują się niezręcznie odmawiając pomocy, co ochoczo tym razem wykorzystaliśmy.

Zgubiony portfel

I wreszcie ten portfel. Dotarliśmy do Nikko, po drodze do atrakcji, czyli tamtejszych chramów i alei kamiennych posągów z osobliwymi nakryciami głowy, zajrzeliśmy do conbini (spożywczaka). Wyłożyliśmy na ladę rolki sushi, zamówiliśmy kawę i… nagle okazało się, że nie mamy czym zapłacić. Portfel zniknął. Nie przeszła nam przez myśl kradzież, bo nie było ku temu okazji, a być okradzionym w Japonii to jakiś potworny pech. Tego dnia byliśmy mocno nieprzytomni (skumulowane zmęczenie) i przysnęliśmy w pociągu, wtedy właśnie musiał wypaść Rafałowi z luźnych kieszeni krótkich spodni, jeszcze w shinkansenie z Tokyo, a nie w lokalnej kolejce dojeżdżającej do Nikko. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że akurat w Japonii dla wygody zrezygnowaliśmy ze środków ostrożności i nosiliśmy w portfelu zarówno sporo gotówki (dopiero co nakarmiliśmy go wypłatą z bankomatu) jak i karty, z których głównie korzystamy w podróży, a do tego kwitek do lockera, w którym trzymaliśmy na stacji w Tokio nasze plecaki. Cała reszta, czyli dolary, pozostałe karty i paszporty nadal bezpiecznie odpoczywały w saszetce pod spodniami, no ale ból po stracie byłby i tak duży, a świadomość, że ktoś mógł jednak dobrać się do naszych bagaży niepokoiła podwójnie.

Jeszcze w Nikko powiadomiliśmy służby kolejowe, których lost&found podobno działa bardzo skutecznie i ewakuowaliśmy się do Tokio. Wymieniliśmy w kantorze na stacji trochę dolarów żeby mieć za co żyć i zaczęliśmy drążyć temat dalej. Locker pozostawał nietknięty i wyglądało na to, że od tej strony jesteśmy bezpieczni. Oprócz telefonu na infolinię poszliśmy do oddziału rzeczy znalezionych i zaczęliśmy męczyć obsługę. Ponownie wypełniono nasze zgłoszenie, sprawdzono w systemie czy coś się nie pojawiło i poproszono o cierpliwość. Następnego dnia rano (noc i świt spędzaliśmy na aukcji tuńczyków- o czym w kolejnym wpisie), kiedy okazało się, że nadal nie ma dla nas żadnych wieści postanowiliśmy pójść na policję i tam też dokonać zgłoszenia. Może ktoś znalazł portfel, wziął kasę i wyrzucił gdzieś na ulicy. Wszystko odbyło się bardzo sprawnie, ale nadal nikt nie miał dla nas informacji. Może wydawać wam się to śmieszne, że oczekiwaliśmy rezultatów po 24 godzinach od zgubienia portfela, ale Japonia jest naprawdę pod tym względem krajem, na który można liczyć. I jeśli nikt by sobie nie chciał przywłaszczyć naszego portfela (a jechaliśmy jednym z najdroższych pociągów w Japonii, na rezerwowanych miejscach, czyli pośród ludzi, którym na widok naszych 1800 zł w portfelu mogłaby nawet nie drgnąć powieka), to przeszukanie pociągu po końcowym kursie powinno dać nam szybką odpowiedź czy znaleziono naszą zgubę. Dzwoniliśmy na infolinię na tyle często, że już witano Rafała hello Mr Ćapski gdy tylko nawiązywaliśmy połączenie. Odebraliśmy plecaki dzięki wsparciu pracowników stacji nie płacąc nic za drugą dobę korzystania z szafki, jakby to nie była nasza wina, że zgubiliśmy kwit i ruszyliśmy dalej w naszą podróż po Japonii.

Pod koniec dnia, telefon ostatniej szansy i wesoły głos na infolinii: Mr Ćapski, czekałam na Pański telefon! Znaleźliśmy portfel. W środku są karty, Pana i Pańskiej żony, są też pieniądze (podała dokładną kwotę), wszystko do odebrania w Sendai, będzie tam spoczywało bezpieczne w sejfie i czekało na Pański przyjazd. Zjawiliśmy się po niego dwa dni później i rzeczywiście nie zginęło absolutnie nic. Co ciekawe, w środku oprócz jenów znajdowało się też 50$. Podając ilość gotówki przez telefon Rafał wspomniał też o tych dolarach, kompletnie nie będąc pewnym czy faktycznie jakieś tam były, ale uznając, że im więcej, z tym większym zaangażowaniem będą szukać zguby. Dzisiaj nie mamy pewności, czy Japończycy nie dołożyli tego banknotu do portfela, tak żeby wszystko dokładnie zgadzało się ze zgłoszeniem (blink, blink;)!). Być może to karma wraca (Rafał w Australii znalazł telefon komórkowy i zadał sobie trud, by go zwrócić właścicielce), a może to japońska codzienność. Tam rzeczy tak po prostu nie giną, a kradzież to największy wstyd jaki można na siebie sprowadzić.

A zamiast zdjęć portfela, Nikko, do którego na szczęście udało nam się wrócić!

Nikko-1583 (Kopiowanie) Nikko-1670 (Kopiowanie) Nikko-1687 (Kopiowanie) Nikko-1653 (Kopiowanie) Nikko-1695 (Kopiowanie) Nikko-1619 (Kopiowanie) Nikko-1636 (Kopiowanie) Nikko-1634 (Kopiowanie) Nikko-1711 (Kopiowanie) Nikko-1747 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • Pingback: Japonia jest tańsza, niż ci się wydaje. Ile kosztuje wyjazd?()

  • Podziwiam Cię za odwagę i zazdroszczę niesamowitych przygód :)

  • Mi się tam wąż podoba, ob nie był jadowity!
    Jak czytam historie o zwiedzaniu Japonii (a ostatnio bardzo wiele osób tam wyjeżdżą) to aż sama mam ochotę na taką podróż. Tym bardziej, jeśli można jakoś obniżyć koszty takiego wyjazdu, bo nie wiem ile musiałabym zbierać, żeby było mnie na to stać.
    Tym, co mnie dziwi jest fakt, że każdy ma tam jakiegoś przewodnika. Skąd się oni borą? Można sobie kogoś wynająć?

  • Dołożenie banknotu do portfela..aż niemożliwe gdy to czytam :)

    • Japończyków mogłoby być stać na taki gest :) ale pewnie jednak zgubiliśmy portfel już z tym banknotem w środku.

  • Teraz jak już pokazaliście zdjęcia węża, to nie sądzę, żeby było dużo chętnych do rozbijania namiotu w parku :D

    • taki piękny wąż miałby kogoś zniechęcić?! :) on tylko chce się wygodnie ułożyć w ciepłym śpiworze!

  • Marianka

    Przygody niesamowite.Lubię zaglądać do waszego bloga.Z portfelem to mieliście szczęście.Dobro lubi powracać.Powodzenia:-)

  • Karma wraca :) Chociaż zwykłego farta pewnie też Wam nie brak! Buziaki!



Czytaj więcej
Góry Tęczowe - Park Krajobrazowy Danxia Już podczas październikowego pobytu w Chinach tak nas kusiły te góry tęczowe, że prawie zdecydowaliśmy się na wielogodzinną podróż pociągiem z Xian, by przekonać się czy zdjęcia skał pomalowanych w niezwykły sposób są prawdziwe, czy jednak...