Tsukiji market – aukcja tuńczyków

25 czerwca 2015  By nakreceni.in 
4


W Tokio mieści się największy na świecie targ ryb i owoców morza, ale to nie obroty sprzedaży uczyniły go sławnym wśród turystów. To licytacja tuńczyków, która odbywa się bladym świtem na Tsukiji, uczyniła to miejsce wartym pielgrzymek zainteresowanych przedstawieniem gapiów. Mało kto rozumie o co w nim chodzi i dlatego jest to atrakcja egzotyczna, nawet jak na Japonię. A do tego unikatowa na skalę światową.

Tsukiji póki co jest położone niezwykle dogodnie, przy stacji metra o tej samej nazwie, niedaleko węzła komunikacyjnego Tokyo, więc wydaje się, że każdy powinien tam trafić. I na sam targ dostępny dla odwiedzających od 9 rano, pewnie większość turystów dociera, ale z aukcją tuńczyków jest znacznie trudniej. Istnieje co najmniej pięć dobrych wymówek, by ją pominąć:

1/ Liczba wejść na aukcję jest limitowana, dopuszczonych jest w sumie 120 osób podzielonych na dwie 60-osobowe grupy, więc nawet jak przyjdziesz wcześnie, możesz się nie załapać.

2/ Godziny wizytacji aukcji to 5:25 dla pierwszej grupy i 5:50 dla grupy drugiej, ale rejestracja otwiera się już o 3:30. Zdarzają się dni, gdy wszystkie miejsca zapełniają się już o godzinie 4 z minutami. Jest to problematyczne, bo w Tokio metro nie kursuje w nocy, taksówki są pieruńsko drogie, a hotele w okolicach targu Tsukiji jeszcze droższe.

3/ Aukcja tuńczyków nie odbywa się w niedzielę i co drugą środę, więc jeśli przyjechałeś do Tokio na chwilę, istnieje prawdopodobieństwo, że nie będziesz mógł w niej uczestniczyć pomimo poradzenia sobie z trudnościami zawartymi w dwóch poprzednich punktach.

4/ Turyści na Tsukiji nie są szczególnie mile widziani. To jest miejsce handlu i dla biznesu jesteś intruzem. Nie spotkaliśmy się ze złym traktowaniem, ale Japończycy są tam bezwzględni, jeśli nie dostosujesz się do ich wymagań, będziesz zawadzał, robił zdjęcia z fleszem, wchodził z jedzeniem lub w klapkach to albo nie wpuszczą cię, albo wyproszą nim zdążysz przeprosić. Za wstęp się nie płaci, więc nikt nie czuje wobec ciebie żadnych zobowiązań. Jeśli będziesz nieuważny, może cię też rozjechać jeden z wielu elektrycznych wózków gnających przez teren targowy. Jeśli nie masz mocnej głowy, to lepiej nie traktuj Tsukiji jako miejsca na after party.

5/ I wreszcie, tak jak już wspomnieliśmy, z samej aukcji i tak pewnie wiele nie zrozumiesz, a na miejscu nikt nie poświęci ci czasu, by wyjaśnić niuanse. Na samej aukcji każda z grup spędza niecałe 20 minut i czas najlepiej spożytkować na rejestrowaniu wszystkiego co się dzieje, a pytania zostawić na później.

Tsukiji-1089 (Kopiowanie)

Już za rok targ wraz z aukcją przeniosą się na Toyosu, jedną z tokijskich sztucznie usypanych wysp. Dotychczasowy teren ma zostać przeznaczony na obiekty pod Igrzyska Olimpijskie, które Tokio ugości w 2020 roku. Wówczas powyższa lista wzbogaci się o dodatkowy punkt, bo przenosiny oznaczają jeszcze trudniejsze dotarcie w nocy na aukcję.

Nasza przygoda z targiem Tsukiji miała dwie odsłony. Za pierwszym razem sami popsuliśmy doskonały plan. Tuż obok metra znajduje się jedna z kafejek internetowych Manga Cafe, w której wynajmowane są na godziny boksy, czyli oddzielone tekturowymi ścianami pamieszczenia z komputerem i kawałkiem podłogi, na której można się ułożyć i zdrzemnąć. Powrót do Tokyo po dwóch tygodniach był okazją do ponownego spotkania z polską ekipą i wieczór w parku upłynął tak miło, że ostatecznie wsiedliśmy w ostatnie tej nocy metro. O tej porze w Manga Cafe nie było już wolnych boksów, ale tego akurat nie żałowaliśmy, całe pomieszczenie pokrywał siwy dym, jak w gimnazjalnym kiblu w trakcie przerwy. A chwilę wcześniej zauważyliśmy, że nad stacją mieści się niewielki park z ławkami i osłoniętym od przechodniów murkiem- idealne miejsce na drzemkę przed odwiedzinami na targu. Oprócz nas spał tam w najlepsze jeszcze tylko jeden bezdomny i oprócz hałaśliwych ulic wokół panował przyjemny spokój. Polecamy wybranie tego miejsca na zarwanie nocy przed aukcją tuńczyków.

Tsukiji-1098 (Kopiowanie)Tsukiji-1099 (Kopiowanie)

Zebraliśmy się leniwie dobrze po trzeciej sądząc, że mamy dużo czasu. Procenty po polskim wieczorze już się ulotniały, ale nasza percepcja chyba nadal kulała. Jako że nie wiedzieliśmy dokładnie, gdzie ma miejsce aukcja udaliśmy się za grupką, która na terenie targu ustawiła się w długiej kolejce. To musiało być to! Podpytaliśmy stojących przed nami ludzi i ci głównie kiwając głowami odpowiedzieli twierdząco na pytanie czy to kolejka do aukcji tuńczyków. Upłynęło dobrych 40 minut nim pojawiły się wątpliwości, po pierwsze stali wokół nas głównie Japończycy, po drugie kolejką zarządzał ktoś wyglądający jak kelner, a po trzecie nic nie zgadzało się z opisami jakie czytaliśmy w internecie. Znaleźliśmy młodych Japończyków, którzy mówili co nieco po angielsku i ci dopiero uświadomili nam, że stoimi w kolejce do jakiejś super hiper knajpy sushi serwującej super hiper tuńczyka, a jak przechodzili obok aukcji, to już kończyły się miejsca. Czyli dla nas już nie będzie. A to najwyraźniej legendarne wśród nocnych marków sushi miało cenę wykraczającą poza nasz zasób portfela, więc zostało nam przełknąć gorycz porażki i zarządzić odwrót. Ale jak to! Moglibyście sprzedać to miejsce w kolejce! – próbował nas przekonać Japończyk. Nie wiemy czy wyrażamy się jasno, ci ludzie ustawiają się od 3 rano w kolejce na dobre 3 godziny stania zanim nadejdzie ich pora, ŻEBY ZJEŚĆ SUSHI! AAAA, po tylu miesiącach w podróży nadal nie ogarniamy świata… Machnęliśmy na to wszystko ręką i uciekliśmy zarówno z Tsukiji, jak i z Tokio. Tamtego dnia limit 120 osób wypełnił się już o 3:50 jak poinformował nas strażnik. Następnym razem się uda.

Wróciliśmy na targ trzy dni później. Z JR Passem można krążyć po Japonii z taką łatwością, nie ponosząc dodatkowych kosztów, że wiele błędów uchodzi na sucho. Po dniach spędzonych w Hakone i Kamakurze wróciliśmy na Tsukiji. Ponownie spędziliśmy wieczór w parku i tym razem już o 3:30 zarejestrowaliśmy się, dostaliśmy żółte kamizelki przydzielające nas do pierwszej grupy, spoczęliśmy na podłodze stłoczeniu wśród pozostałych odwiedzających targ i przedrzemaliśmy do 5:20, zanim wypuszczono nas na aukcję.

Tsukiji-1320 (Kopiowanie)

Na samej licytacji najgorzej bawią się tuńczyki. Zmrożone na kamień ryby wypełniają halę z obu stron korytarza, z którego możemy przypatrywać się całemu wydarzeniu. Każdy tuńczyk jest przecięty w okolicach ogona i wnikliwie analizowany przez potencjalnych kupców. Najdroższe i najbardziej chodliwe okazy to te najtłustsze, co później znajduje odzwierciedlenie w cenach restauracyjnych. W Japonii cena ułożonego na ryżu tuńczyka może wahać się od kilku do kilkudziesięciu złotych za sztukę. Mieliśmy w Tokio okazję raz skosztować naprawdę tłustego kawałka i rzeczywiście czuć różnicę, taka ryba po prostu rozpływa się w ustach, prawdziwy rarytas. Obserwacja licytacji na Tsukiji to wejście w inny wymiar świadomości. Prowadzący wykrzykuje z prędkością karabinu informacje, co brzmi bardziej jak rytualny śpiew szamana i wyłapuje gesty uczestników aukcji, które zapewne oznaczają dokonanie transakcji. Następnie tuńczyki są znaczone i rozpoczyna się kolejna tura. Fascynacja na twarzach gapiów miesza się z konsternacją i zanim ktokolwiek z nas zdąży zorientować się w zasadach spektaklu, halę trzeba opuścić, by zwolnić miejsce kolejnej grupie. To nic, tuńczyki mają jeszcze gorzej, też nic z tego nie rozumieją, a przecież stanowią przedmiot aukcji. Kolejnego dnia ich miejsce zastąpią nowe okazy, a my dopiero próbując różnych ryb w kolejnych sushi-barach zrozumiemy dlaczego dla Japończyków tak ważne jest, by dokonać właściwego wyboru i zakupić najlepszego możliwego tuńczyka.

Tsukiji-1407 (Kopiowanie)Tsukiji-1327 (Kopiowanie)Tsukiji-1353 (Kopiowanie)Tsukiji-1335 (Kopiowanie)Tsukiji-1387 (Kopiowanie)Tsukiji-1393 (Kopiowanie)Tsukiji-1359 (Kopiowanie)Tsukiji-1330 (Kopiowanie)Tsukiji-1429 (Kopiowanie)Tsukiji-1348 (Kopiowanie)Tsukiji-1340 (Kopiowanie)Tsukiji-1402 (Kopiowanie)Tsukiji-1333 (Kopiowanie)Tsukiji-1329 (Kopiowanie)Tsukiji-1451 (Kopiowanie)Tsukiji-1323 (Kopiowanie)Tsukiji-1436 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com







Sprawdź również:


  • bardzo ciekawe

  • „Na samej licytacji najgorzej bawią się tuńczyki.” Umarłam :)

  • dużo kupiliście?

    • cena tuńczyka potrafi dobić do 1,7 mln $ więc woleliśmy się nie licytować, musielibyśmy do końca podróży płacić tuńczykiem;)



Czytaj więcej
Spanie na dziko i autostop, czyli w Japonii bez portfela W Japonii tak skutecznie korzystaliśmy z okazji by nie płacić za noclegi, że w pewnym momencie portfel okazał się nam niepotrzebny. O spaniu na dziko, autostopie i portfelowych perypetiach. We wpisie udział wziął również wąż.