Zachwycający Olchon, relacja znad Bajkału

21 września 2014  By nakreceni.in 
0


Irkuck przywitał nas niezłym chłodem. W środku nocy na Syberii każdemu bez dachu nad głową przyświeca jeden cel: przetrwać do rana. Naszym schronieniem została poczekalnia dworcowa, a w niej ciepło, kręcące się patrole policji jakby rzeczywiście zainteresowane bezpieczeństwem podróżnych, a na dokładkę bezpłatne wi-fi. Spięliśmy plecaki, przewegetowaliśmy kilka godzin i pierwszym tramwajem ruszyliśmy do centrum. W drodze spacerem na dworzec autobusowy odbydwoje stwierdziliśmy, że drugie musi mieć strasznie cięzki plecak, bo jego wydaje się całkiem lekki. Są dwie możliwości – miesiące treningów zrobiły swoje albo już udało się nam zgubić część bagażu.

Ta część podróży to już codzienna improwizacja. Nie da się z wyprzedzeniem sprawdzić wszystkich rozkładów jazdy, zweryfikować ich aktualności, nie wspominając o rezerwacji miejsc. Póki co, sprzyjało nam szczęście i nabyliśmy jedne z ostatnich biletów na poranny minibus na Olchon, wyspę na Bajkale.

Rafał kontynuował swoje zmagania z rosyjskim i szło mu coraz lepiej. Jeszcze w Moskwie zamawiał jeden czarny kawiarnia i jeden z milkiem, wielokrotnie wywołując uśmiech politowania u sprzedawców i kasjerów, a tydzień później z łatwością tłumaczył na dworcu, gdzie chce jechać. Tuż przed wyjazdem z Rosji omawiał z innym pasażerem tajniki buriackiej kuchni z sekretem wypiekania smacznych rozów i pirożków na czele. Buriaci to ludność zamieszkująca nadbajkalską Syberię, w ich genach płynie mongolska krew, a żeby to stwierdzić nie potrzeba więcej niż rzut okiem na ich krągłe buzie. Gotują smacznie, a wybór opcji „w cieście”, wypieków z mięsem mielonym i kapustą, doskonale współgra z ideą street food. Dawno nie mieliśmy się tak dobrze stołując się w przydrożnych barach.

W podróży lepiej nie być przejedzonym. Numerowane miejsca w busie nad Bajkał wskazywały, że nasze siedzenia będą skierowane tyłem do kierunku jazdy. Kierowca pędził jak oszalały po kiepskich szutrowych drogach i wprawdzie nie czuliśmy dyskomfortu choroby lokomocyjnej, to zwyczajnie zsuwaliśmy się z foteli, więc wymarzone drzemki po nocy na dworcu wyrywaliśmy na odcinkach drogi asfaltowej, postojach i podczas przeprawy promowej.

Pierwsza myśl po ujrzeniu wielkiej wody nasunęła się nam taka sama. Skąd do cholery w Internecie tyle porównań Bajkału do polskich Mazur? Lista podobieństw kończy się na tym, że tu i tam woda, no i Bajkał to podobno jezioro, ale weźcie to stwierdźcie organoleptycznie. Totalnie kochamy nasze Mazury, zauroczył nas też krajobraz na wyspie Olchon, ale nie zestawilibyśmy tych miejsc ze sobą. I taka sytuacja bardzo nam na rękę, bo w podróży szukamy różnorodności.

Wyspa Olchon-2502 (Kopiowanie) Wyspa Olchon-2517 (Kopiowanie) Wyspa Olchon-2495 (Kopiowanie) Wyspa Olchon-2652 (Kopiowanie)

Pierwszą noc postanowiliśmy spędzić w cywilizowanych warunkach. Mimo że czuliśmy się całkiem świeżo po podróży koleją (za dużo w niej ruchu nie mieliśmy, a ponieważ okna się nie otwierają, to nawet się nie zakurzyliśmy), to brak prysznica od 4 dni zachęcał do wybrania opcji z dostępem do ciepłej wody. Temperatura Bajkału po zamoczeniu w nim palca nie przeraziła, ale jak weszliśmy po kostki to zapomnieliśmy, że kiedyś mieliśmy stopy. Najwyraźniej jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, może z biegiem czasu polubimy kąpiel w przeręblu.

Dotarliśmy na miejsce, a tam kompletna cisza. Na ulicach nikogo, okiennice pozamykane, wejścia na podwórza zaryglowane. Pewnie jakaś zaraza wybiła mieszkańców Chużiru, największej wioski na wyspie. Współpasażerowie z minibusa rozpłynęli się w powietrzu. Hula wiatr, pałęta się jakiś pies nie poświęcając nam żadnej uwagi, na drodze stoi krowa obojętnie gapiąc się w ogrodzenie. Wreszcie dostajemy się na jakąś posesję i nawołujemy gospodarzy, ale jedyne co nam odpowiada to echo naszych głosów. W końcu wychodzi do nas młoda kobieta i pokazuje dostępne chatki. Mamy jednak wrażenie, że swoja obecnością sprawiamy jej kłopot, a ponieważ cena nie do końca nam odpowiada, to wychodzimy szukać dalej. Po kolejnych kilkunastu minutach krążenia po wiosce rządzonej przez znudzone krowy, ostatecznie znajdujemy naszą przystań. Przyjęła nas do siebie miła Pani o złotym sercu uśmiechu. Zaoferowała przytulny drewniany domek z werandą, prysznicem na zewnątrz i sławojką. Znamy to, ejże, z Mazur!

Wystarczył jeden popołudniowy spacer byśmy zakochali się w tym miejscu.

Wyspa Olchon-2608-2 (Kopiowanie) Wyspa Olchon-2610-2 (Kopiowanie) Wyspa Olchon-2642 (Kopiowanie)




nakreceni.in
nakreceni.in
Nakręceni to Ania i Rafał. Na półtora roku zamieniliśmy etat w biurze na życie w podróży. Z plecakiem i namiotem przemierzyliśmy Azję aż na kraniec świata w Nowej Zelandii. W drodze powrotnej już na rowerze przejechaliśmy z Chin do Gruzji zostawiając pod kołami między innymi szlaki Pamiru. Blog to nie tylko wirtualna szuflada wspomnień, będziemy tu dalej dzielić się przemyśleniami o świecie, często z przymrużeniem oka, bo tak jak w podróżowaniu, tak i w pisaniu o podróżach dystans ma znaczenie. Zostańcie z nami! Jeśli chcielibyście nam zadać pytanie, czy też zaproponować współpracę lub kierunek kolejnego wyjazdu, piszcie na adres: nakreceni.in@gmail.com




Wcześniejszy wpis
Lepiej go nigdy nie poznać
Kolejny wpis
Włóczęga po Olchonie



Sprawdź również:




Czytaj więcej
Lepiej go nigdy nie poznać Oleg jest policjantem tropiącym malwersacje finansowe. Zna ludzi. W Moskwie jest poważany, boją się go zwłaszcza właściciele dobrze prosperujących przedsiębiorstw, oczywiście ci, którzy sami nie mają odpowiednich "pleców".