
Bagan to starożytne miasto, po którym pozostały setki pagód i świątyń dziś stanowiące rozległą strefę archeologiczną. Spokojnie można tu spędzić nawet kilka dni objeżdżając polnymi dróżkami buddyjskie zabytki.

Stupy po horyzont

My jako środek transportu wybraliśmy elektryczne rowery. Zwykłe też były dostępne, ale upał w ciągu dnia i piaszczyste tereny utrudniałyby przemieszczanie się i pewnie do wielu miejsc nie zdołalibyśmy dotrzeć. Takie tam wymówki, po prostu lubimy skutery!

Da się nawet bez trzymanki!

W tle świątynia Ananda

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od mniej obleganych świątyń, szukaliśmy takich, na które można się wspiąć i z góry podziwiać w osamotnieniu okolicę usłaną pagodami. Dzięki ich ogromnej ilości stosunkowo łatwo znaleźć ciche i klimatyczne miejsce.

A pagody bywają naprawdę wysokie i jeśli kogoś nie odstraszają pionowe schody prowadzące na szczyt, to stanowią one wspaniałe punkty widokowe. Nie do przegapienia dla odwiedzających Bagan!


U dołu każdej ze świątyń czeka handlarz pamiątkami. Podczas wizyty w jednej z tych mniej obleganych zaczepił nas bardzo młody chłopaczek próbując zachęcić do kupna jednej z prac jego wujka. Wyróżniał się na tle innych dzieci zajmujących się handlem na terenie Bagan. Jest to z resztą dość przykre zjawisko. Gdy zajrzeliśmy na kawę do jednej z bardziej turystycznych knajp (nad rzeką), takiej do której to autokarami przywozi się na lunch zorganizowane grupy wycieczek, mogliśmy na własne oczy zobaczyć jak pickup dostarczył pod drzwi gromadkę dziewczynek wyćwiczonych w formułkach. „Hej, skąd jesteś, to super, kup pocztówkę„. Budzi to dyskomfort, bo nie jest łatwo odganiać się od Bogu ducha winnych dzieciaków do końca zachowując się elegancko, choć trzeba im oddać, że są to przyjazne, a nie agresywne zaczepki. Miejscowi mają też wyjątkowy talent do rozpoznawania języków. Zawsze sami zgadywali, że jesteśmy z Polski. Czasem wymyślaliśmy jakiś inny kraj, żeby nie zwariować od powtarzania wciąż tego samego. I mówiliśmy: zgadnij! -z Polski – zgadywały z łatwością. To próbowaliśmy innym razem: z Bułgarii! -A to dziwne, bo wasz język brzmi całkiem jak polski. Chyba tylko to, że jesteśmy z Marsa wprawiało je w zakłopotanie: – Na pewno jest tam pięknie, to może kupisz pocztówkę?!
Wracając jednak do chłopca, ten miał lepsze gadane; potrafił podejść do klienta indywidualnie i budować relację. Nawet Ania, raczej odporna na takie sytuacje, po 20 minutach rozmowy nie była w stanie oprzeć się urokowi i kupiła obrazki:
– Ilu masz znajomych?
– No nie wiem, kilku mam.
– Ale to ilu? Tak ze trzech masz!
– Może… (świadoma od początku do czego to prowadzi)
– No! To ja mam dla ciebie 3 obrazki, będą na prezenty!
– Tylko mówiłam ci, że nie wracam na święta…
– Ale to może rodzice chociaż przekażą!

Bystry cwaniaczek!

Jak wielu turystów jest w okolicy widać najlepiej podczas wschodu i zachodu słońca

Aby uchwycić dobry widok najlepiej zjawić się sporo wcześniej

Inaczej zostaje oglądanie kapeluszy

Zachody smakują lepiej gdy ogląda się je w odpowiedniej atmosferze, a tłum ludzi i serenada dźwięków wyzwalanych migawek odziera tę chwilę z magii.

Lepiej zmobilizować się i wstać na wschód słońca! Poza wspaniałym światłem na ranne ptaszki czeka jeszcze dodatkowa nagroda…

Ktoś miał wizję i wymyślił, że świątynie muskane pierwszymi promieniami słońca będzie doskonale oglądało się z góry. A dla tych, którym żal dolarów (dodajmy- wielu dolarów), widok nieba usłanego balonami pośród bagańskiej scenerii będzie równie atrakcyjny. Słońce wstało, balony poszły w górę!


Moglibyśmy zdjęciami tych balonów wypełnić całą przestrzeń serwera, jeden z bardziej fotogenicznych widoków jakie mieliśmy okazję w życiu oglądać!

Zaćmienie słońca nad Bagan ;)


Obiecaliśmy sobie, że po Bagan żadnych azjatyckich świątyń więcej, ale tam nie żałowaliśmy żadnej wizyty!

Ponad 2000 zabytków buddyzmu, a w każdym oczywiście wizerunek buddy. Tutaj w wersji długouchej, dla podkreślenia wysokiego urodzenia (droga biżuteria swoje waży!)

Budda, podobnie jak Ania, lubił pomalować sobie paznokcie. Tylko lakierów miał trochę mniej!

~

Budda doesn’t like shoes – upominali miejscowi

Dziewczynka wymazana thanaką- tak od małego pudrują się Birmańczycy

O ludziach w Birmie jeszcze wam opowiemy, ale jeden z przykładów ich serdeczności i gościnności związany jest z Bagan. Rodzice Ani przypadkiem natknęli się na rodzinę szykującą się do stołu i nie mogli odmówić zaproszenia. Oczywiście bez żadnych prób wyłudzenia pieniędzy; dobra wola i kultura nakazująca dzielenie się posiłkiem, nawet z nieznajomym!

Za to w knajpach na deser kurczak!
















